11.25.2018

Od Rekera cd. Irmy

- Masz zamiar długo się tak nad sobą użalać? - zacząłem po chwili ciszy, która w tak małym pomieszczeniu nie dawała mi spokoju. Dziewczyna jak zwykle musiała podać kilkanaście argumentów o tym czego ona nie przeżyła oraz jaka to ona biedna, że ma białaczkę. Nie zabrakło też fragmentów dotyczących jej strasznego życia w domu ojca pijaka, który tylko trochę mnie poruszył. W końcu sam przeżyłem w dzieciństwie podobną rzecz. Chociaż przez długie leczenie mało już pamiętam z pobytu w domu w domu Michaela i jego żony Cassandry, to nadal myśląc o tym, oblewały mnie nieprzyjemne dreszcze, które nie chciały zbytnio mnie opuszczać - Może i nie powinienem na ciebie tak naskakiwać, ale czasami jesteś na prawdę wkurzająca. Czasami powinnaś więcej myśleć niż gadać - stwierdziłem otwarcie, widząc jak jej głowa przekręca się w taki sposób, aby mnie lepiej słyszeć. Jej stan nie prezentował się zbyt dobrze, lecz jak na razie skupiłem się na wygłaszaniu swojej mowy, bo przecież od razu nie będzie w stanie umrzeć - Nikt z nas nigdy nie będzie idealny, lecz ciągłe uprzykrzanie sobie życia nie ma sensu... Musimy się jakoś pogodzić i będzie dobrze - zbliżyłem się do jej drżącej sylwetki, która zapewne nie utrzymałaby się ani chwili w pionie - Przepraszam okej? Jeśli uraziłem królewską dupę to liczę na wybaczenie - wyciągnąłem do niej dłoń, na którą popatrzyła nieprzytomnym wzrokiem. Z nosa nadal ciekła jej lepka, czerwona ciecz, do której bez zawahania przystawiłem białą chusteczkę - Trzeba to zatamować i musisz wziąć tabletki - westchnąłem, a w tym samym momencie jak na zawołanie pojawił się pan Pol. Mężczyzna był nieco zaskoczony obecną sytuacją, a ja nie mając zamiaru co tak właściwie dzieje się z dziewczyną, postanowiłem pomóc jej wstać oraz podejść do otwartych na oścież drzwi - Przewróciła się i uderzyła w nos, jesteśmy pogodzeni więc jeśli pan zezwoli, zabiorę ją do łazienki, aby to zatamować - nie czekając na jego reakcję, w szybkim tempie zaciągnąłem Irmę do jej pokoju, gdzie po omacku odszukałem opakowanie okrągłych pigułek, które po kilku chwilach znalazły się w jamie ustnej chorej.
- Dzięki - odparła cicho, przecierając zakrwawioną chusteczką swój oblepiony nos - Gdyby nie twoje kłamstwo, pewnie wszystko by się wydało - dorzuciła z nieukrywaną wdzięcznością. Machając na to niedbale ręką, usiadłem obok niej, chcąc nieco odciążyć swoje serce, które i tak dostało dzisiaj porządnego kopa.
- Nie ma za co... Idź się lepiej umyj, bo wyglądasz jakbyś z rzeźni wyszła - zaśmiałem się cicho, patrząc na jej nabierającą kolorów twarz - Mam nadzieję, że pojawisz się na kolacji. Ponoć dzisiaj ma być coś ekstra - rozłożyłem swoje dłonie, pokazując jaka wielka może być to niespodzianka.
- Postaram się - rzekła, wstając powoli ze swojego posłania - Ty też się nie przemęczaj... Twoje serce nie jest nadal przyzwyczajone do tak dużej aktywności fizycznej - pouczyła mnie jeszcze, a następnie zniknęła za drzwiami błękitnej łazienki. Nie chcąc jej przeszkadzać, postanowiłem udać się do swojego pokoju, gdzie sam musiałem potraktować się popołudniowym zastrzykiem, który wywołał u mnie ogromną senność, więc nim się obejrzałem, wylądowałem w łóżku smacznie śpiąc.
⤱⤱⤱⤱⤱
Obudziłem się dopiero koło siedemnastej, co oznaczało, że do wydania wieczornego posiłku została mi niecała godzina. Czując ból atakujący moje mięśnie, zawyłem cicho, lekko je przy tym rozmasowując. Nie mając zamiaru gnić ciągle w łóżku, zerwałem się jakoś na równe nogi, a po porządnym ogarnięciu swojej twarzy i włosów, byłem gotów opuścić swoją kwaterę, która duszącym odcieniem zieleni zniechęcała mnie, abym spędzał tutaj większość czasu. Na samym początku poszedłem odwiedzić Jay'a, lecz widząc jak jest zajęty rozmową telefoniczną, automatycznie odpuściłem oraz z cichymi mruknięciami pomknąłem gdzie indziej. Chcąc odpocząć trochę od ludzi, udałem się z powrotem do przejezdnej stajni, gdzie odpoczywał mój ukochany koń. Było widać, że jest przemęczony dzisiejszym wyzwaniem, dlatego nie miałem zamiaru zakłócać jego spokoju. Mając nadzieję, iż się na mnie nie pogniewa, przywitałem się z nim cicho, podsuwając mu pod pysk kolorową marchewkę, którą natychmiastowo skonsumował. Pragnąc zobaczyć, czy cały mój sprzęt został odłożony na miejsce, udałem się do małej siodlarni, gdzie oprócz czarnego kompletu Evila, ujrzałem również fioletowy pakiet Touch Downa. No ładnie - pomyślałem, zabierając go do rąk, aby być wstanie wrzucić go do szafki Irmy. Najwidoczniej nikt jej dawno tyłka nie skopał - dorzuciłem sam do siebie, zamykając wszystko na srebrny klucz. Nie mając co już tutaj robić, udałem się z powrotem do dziewczyny, która aktualnie szykowała się na zejście do jadalni.
- A kopa w dupę chcesz? - zapytałem z mruknięciem - Nie po to daje się prezenty, abyś je oddawała... Jeszcze raz to coś znajdę w swoich rzeczach to ci nie podaruję - fuknąłem, nie kumulując w sobie złych emocji.

Irma? ;3
Przepraszam, że takie nudne, ale nie miałam na to żadnego pomysłu...

Od Irmy cd. Rekera

Jak na nieszczęście gdy jadłam kawałek kromki dopadł mnie pan Pol i szczerze nie rozumiałam złości która malowała się na jego twarzy. Nawet nie mogłam dokończyć swojego posiłku gdyż złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć w nieznanym mi kierunku... Ścisk był bardzo silny i zabolało mnie to zważywszy że lewą ręką zawsze miałam najbardziej wrażliwą. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu wepchnął mnie do niewielkiego pomieszczenia w którym paliła się malutka żaróweczka. Chciałam się spytać o co mu chodzi lecz w tej samej chwili zamknął mi drzwi przed nosem i tak zostałam sama w tym dość chłodnym pomieszczeniu. 
Nie zdążyłam wziąć lekarstw na białaczkę... Jeśli ich nie wezmę na czas to mogę dostać ataku drżenia mięśni w połączeniu z silnym krwotokiem z nosa, a przy mojej chorobie taki krwotok może mnie zabić! Muszę się stąd wydostać... Muszę jutro wziąć udział w zawodach o ile w ogóle Carizma będzie w stanie pomyślałam nerwowo, bardzo przejmując się upływającym czasem, który kontrolowałam spoglądając co po chwile na zegarek znajdujący się na mojej lewej ręce. Nie minęła chwila a do pomieszczenia zaraz został wepchnięty ku mojemu jeszcze większemu zdziwieniu, który zaczął na mnie znowu najeżdżać słownie wyraźnie wściekły, a ja nie potrafiłam zrozumieć dlaczego on tak bardzo jest na mnie zły.
- Czego Ty ciągle ode mnie chcesz? Tylko Tobie coś się nie podoba - zaczęłam jakoś się bronić.
- Bo jesteś głupia i na nic nie zasługujesz - warknął wściekły na mnie.
- Jakbyś nie wiedział to nikomu na prawo i lewo się nie chwalę że mnie ojciec katował i siostrę... Sami inni to rozpowiadają, ja nigdy nie chciałam tego ujawniać - zaczęłam podnosić głos.
- Ta jasne! Rozpowiadasz bo tak Ci jest wygodniej bo się nad Tobą litują i nic nie musisz robić idiotko! - niemalże wrzasnął.
- Niczego nie rozpowiadam! Tak samo jest z moją chorobą... Nie mam zamiaru nikomu do tego się przyznawać dla Twojej wiadomości bo ja wolę trenować ostro by być przygotowanym na wszystko! - broniłam się jakoś.
- Ty nawet jeździć nie potrafisz ofermo - fuknął zły a z jego oczu szła tylko wściekłość.
- A Ty niby kiedyś potrafiłeś? Ja w przeciwieństwie do Ciebie uczę się od niedawna, podczas gdy Ty trenowałeś od małego gówniarza! Jakoś wtedy też nic nie potrafiłeś ale nikt Cię nie gnoił tak jak Ty mnie... - odparłam na co prychnął poirytowany - Prychaj sobie ile chcesz! Oceniasz mnie z góry a sam święty nie jesteś! Dla Twojej wiadomości ja nie chciałam tej głupiej klaczy... Nawet nie zasługuję na drugiego konia... Wiem że nie jeżdżę wspaniale ale dopiero się uczę i dla mnie każdy przejazd bez błędu jest sukcesem. Dla Ciebie to idiotyzm bo sam nie pamiętasz już jak to było - dodałam.
- Twój przejazd był do niczego - prychnął znowu a jego słowa raniły niczym nóż wbity w serce.
- Dla Ciebie to była prościzna bo jesteś już doświadczony ale dla mnie ten przejazd był trudny i to moje pierwsze takiego typu zawody... Nigdy na żadnych nie byłam... Ciebie było na to stać bo jesteś bogaty i miał kto Ci opłacić wpisowe! - powiedziałam starając się by znowu nie poleciały mi łzy z oczu. Wiedziałam że ma mnie za nic i to mnie najbardziej bolało.
- Tak tak rozrycz się jeszcze jesteś beznadziejna - warknął znowu nie odpuszczając.
- Ciekawe kiedy Ty oporządzałeś ostatnio swojego konia sam? Stajenni zawsze Cię wyręczali i nic nie musiałeś robić bo nawet Ci je siodłali i wyprowadzali! Mnie ciągle oskarżasz o niestworzone rzeczy ale prawda jest taka że ja sama cały czas oporządzam swojego konia nawet jak fatalnie się czuję... - mówiłam ciągle - Jesteś zły bo trafiłeś do IHA i musisz wszystko robić sam bo normalnie to w ogóle nie zajmowałeś się swoimi końmi tylko co jakiś czas sobie przyjeżdżałeś i jeździłeś gdy miałeś zachcianki. Niby dlaczego Twój wspaniały klub jeździecki się rozpadł skoro byliście niby tacy wspaniali i jeździliście najlepiej waszym zdaniem? Gdyby było dobrze to dochody z wygranych zawodów utrzymały by wasz klub ale tak się nie stało... Myślisz że niby nie popełniasz błędów na koniu? Popełniasz ich dużo ale Twoje ego nie pozwala Ci tego zobaczyć bo przecież jesteś bogaty i masz najdroższe konie jakie tylko mogą chodzić po świecie... Patrzysz tylko ciągle na wszystkich z góry i oceniasz, a nawet nikogo nie znasz i nie znasz problemów innych! Uważasz się ciągle za lepszego od siebie i patrzysz tylko pod siebie jak by tu zrobić by Tobie było w życiu dobrze. Śmiało kpij sobie ze mnie i mnie obrażaj ale tak na prawdę nie masz pojęcia przez co przeszłam w życiu... Dla Ciebie słowo bicie nic nie znaczy bi sam nie wiesz jak to jest dostać z pięści w twarz czy z kija bejsbolowego i nie czułeś ja łamią Ci się kości od siły uderzenia... Nikt nie pluł nigdy Ci w twarz.... Nigdy nie musiałeś spać przy rozbitym oknie przy minus trzydziestu paru stopniach, mając do dyspozycji tylko cienki koc! Dla Ciebie to tylko marne i żałosne opowieści, bo Twoim zdaniem mi sprawia przyjemność opowiadanie na prawo i lewo o tym co mnie spotkało! Ale wiesz? Mnie to nie sprawia przyjemności i nikomu tego nie rozpowiadam bo wiem że i tak nikt tego nie zrozumie... Ten kto jest bogaty ma władze i przyjaciół, a mnie nie było stać nawet na jedzenie a co dopiero było mówić o ciuchach... W zimie chodziłam w dziurawych i starych trampkach do szkoły które wygrzebałam ze śmietnika! - mówiąc to niestety same łzy zaczęły mi lecieć z oczu - Myślisz że było to miłe?! Myślisz że było mi łatwo i że chcę o tym mówić? W przeciwieństwie do Ciebie ja nigdy nie miałam żadnych przyjaciół ani kolegów... Nigdy nikomu nie mogłam się zwierzyć czy wypłakać.... Myślisz że leki mnie wyleczą? Gówno! One tylko przedłużają to co nieuniknione. To wszystko co mi dano, to tylko na krótką metę. Ty dostaniesz przeszczep jeśli trzeba będzie bo wciągną Cię na listę a z wpływami Twojego ojca na bank dostaniesz to bardzo szybko... Ja nie mam dawcy... Może mnie jedynie uratować przeszczep ze strony rodziny, której nie mam bo matka ma HIV'a a ojciec jest alkoholikiem i też nie nadaje się na dawce... A nawet jeśli by był dawca to miałabym zaledwie pięć procent szans na to że by się przyjął! Mam niecałe dwa a może trzy miesiące życia... Nie uważam wcale że zasługuję na te wszystkie rzeczy które mi dano czy też konie... Wiem że jestem śmieciem społeczeństwa i Ty też tak uważasz. Ale nie martw się niedługo już mnie nie będzie więc będziesz mógł sobie jeździć na zawody bez obawy że takie gówno jak ka przyćmi Twój wspaniały przejazd na koniu który kosztuje majątek... Nikomu nie chce się chwalić że umieram.... nikomu... Chcę tylko żyć chociaż te trzy ostatnie miesiące spełniając swoje marzenie... Ty będziesz mógł to robić ciągle, a ja już nigdy. Dla mnie oporządzenie konie jest trudne nie przeczę ale nigdy nikogo nie prosiłam o pomoc ani się nie żaliłam że jest mi ciężko! Nie chcę by ktoś ciągle się nade mną użalał! Nie chcę... Wiem że masz to i tak gdzieś... Jesteś ode mnie we wszystkim lepszy zadowolony? Masz wygrane życie już teraz... Ja jestem przegrana ze wszystkim - mówiąc to poczułam jak mięśnie zaczynają mi lekko drżeć i nie panowałam nad tym co znaczyło że mój atak się powoli zaczynał - Nie chcę niczyjej litości... Chcę tylko być szczęśliwa przez te ostatnie dni.... Nic więcej.... Daj mi już wreszcie spokój.... Chcesz to sobie weź tą klacz... Przy mnie i tak się zmarnuje... Jestem zerem zadowolony? To chciałeś usłyszeć? Z resztą te jutrzejsze zawody i tak będą moimi ostatnimi... Bo więcej już nie zniosę... Daj mi wreszcie spokój.... Mam już dość użerania się ze wszystkimi... - mówiąc to osunęłam się ledwie na ziemię i oparłam głowę o róg pomieszczenia z dala od niego, a po chwili poczułam jak krew mi spływa z nosa. Jeśli nie dostane leku to się wykrwawię pomyślałam zmęczona, a drżenie się nasilało.
- Pokazałeś mi gdzie moje miejsce... Jesteś zadowolony? Zgnoiłeś mnie jak wszyscy dookoła... Wiem że jestem ścierwem które nic nie potrafi ale się starałam...

< Reker? :3 dopiąłeś swego ;c Pisałam z tel więc sorki jeśli są jakieś błędy...>

11.24.2018

Od Rekera cd. Irmy

- Nie było tak źle, ale co niektórzy mogliby się sprężać - mruknąłem do telefonu, siadając na niewielkim krześle, znajdującym się na hotelowym korytarzu. Rozmawiałem właśnie ze swoim ojcem na temat dzisiejszej próby crossowej, jak zwykle oglądał wszystko w telewizji, dlatego nie dało się przed nim ukryć nawet najmniejszej tajemnicy jakiegoś przejazdu - Tak poza tym to byłaby szansa, aby mnie przenieść do innej akademii? - zapytałem nagle, przypominając sobie o propozycji, jaka została złożona mi przed niecałą godziną. Nie miałem ochoty na nowo zamieszkiwać w nieznanym sobie miejscu, lecz zawsze miałbym tą świadomość, że jeśli coś w IHA poszłoby nie tak, miałbym szanse rozwinąć się w dużo lepszym miejscu, gdzie zapewnią mi jak mniemam wspaniałe warunki do pracy.
- Reki nie cuduj - westchnął, ściszając grające w tle radio - Tutaj ci krzywdy nie robią, zapewniają ci naukę więc nie ma żadnych przenosin, masz mi się zachowywać i nie przynosić wstydu - dorzucił, nie unosząc się gniewem - Przepraszam synku, ale muszę już wracać do pracy. Zadzwonię później - zakończył połączenie, nie pozwalając mi na jakiekolwiek pożegnanie. Przewracając na to oczami, schowałem Iphone'a do kieszeni swoich jeansów, a następnie w zamiarze wstania na proste nogi, przeciągnąłem się niczym rude kocisko wychodzące spod gorącego kaloryfera.
- Reker? - głos Jay'a obił się o moje uszy niczym echo, penetrujące wnętrze jaskini - Wiesz co się dzieje z Irmą? Źle wygląda... Jest strasznie blada i słaba - zmartwienie malujące się na jego twarzy było tak silne, jakby niepokoił go stan zdrowia jego siostry, bądź matki.
- A co zakochałeś się w tej debilce? - prychnąłem, poprawiając zawijającą się na plecach bluzkę - Problemy tylko wszystkim robi i żali się na prawo i lewo jaka to ona jest biedna, że ją tatuś bił i jakie to ona miała z tą całą Sarą nieszczęśliwe życie... Porażka, nic więcej tylko porażka - burknąłem, krzyżując ręce na swojej piersi, co było naturalną rekcją człowieka jeśli jest pewny swoich myśli, czy też odczuć.
- Nie mów tak o niej... Poza tym mam już dziewczynę i nikt inny mnie nie interesuje - stwierdził otwarcie, spoglądając w głąb moich piwnych oczu - To dobra dziewczyna ok? Tylko ty ją odtrącasz i na nią ciągle jedziesz, lepiej się zastanów nad swoim zachowaniem, zanim skrzywdzisz kogoś jeszcze - wyminął mnie w szybkim tempie, zapewne zmierzając do przydzielonej kwatery. Nie rozumiejąc jego zdenerwowania, postanowiłem udać się na mini spacer, podczas którego dopadł mnie wkurzony do reszty pan Pol. Mężczyzna bez powiedzenia mi co się dzieje, złapać mnie za rękę oraz zaczął ciągnąć do nieznanego mi, małego pomieszczenia gdzie oczekiwała już pieprzona Enderfind.
- Macie mi tutaj siedzieć i się w końcu pogodzić! - ryknął na nas, mierząc nas lodowatym wzrokiem - Nie będę więcej tolerował waszych sprzeczek... Nie wyjdziecie stąd dopóki wszystko się nie ułoży - warknął trzaskając drzwiami, których zamek szczęknął po chwili, dając nam tym samym znak, że jesteśmy tutaj zamknięci. Przez mały lufcik w oknie nie dało się przejść, a szybów tutaj nigdzie nie było więc mówiąc szczerze byliśmy tutaj uziemieni.
- Widzisz debilko co narobiłaś? Tylko się nie rozpłacz - zakpiłem, opuszczając się pp ścianie na lodowatą podłogę - Było dobrze to jak zwykle wszystko popsułaś! Jeszcze zacznij się żalić na prawo i lewo, że masz tą pierdoloną białaczkę... Na dodatek z jakiej racji dali ci za darmo drugiego konia i będą opłacać jego pobyt w szkole? Przecież ty ledwo na tej pokrace Touch Down ledwie dajesz sobie radę... Sama sobie z obydwoma końmi nie poradzisz więc co chwilę będziesz zrzędziła jak ci ciężko - ciągnąłem dalej, czując jak w moich żyłach płynie czysta zazdrość. Nie miałem pojęcia skąd się to u mnie teraz wzięło, wróciłem do rozmyśleń tyczących się dzisiejszego dnia. Może wszystko poszłoby dobrze, gdybym się nie zbliżał do tej rudej cholery? Przecież to ona w głównej mierze powoduje, że ciśnienie w moim ciele ciągle skacze - Nic nie masz zamiaru niczego powiedzieć? Możesz teraz mi wyrzucić wszystkie moje błędy i jakoś dojdziemy do kompromisu.

Irma? ;3
Jest na ciebie wnerwiony głupolu xd

Od Irmy cd. Rekera

A ten znowu się nas wszystkich wstydzi pomyślałam widząc jak Reker się puszy i idzie arogancko po swoim przejeździe w kierunku prowizorycznych stajni.
- Dlaczego on taki musi być? - spytałam nagle Jay'a, który spojrzał na mnie jedynie kątem oka - To ze mnie nienawidzi to wiem doskonale, ale czemu? Co ja mu takiego robię, że staram się jak najlepiej? - spytałam jeszcze.
- Na serio mam Ci powiedzieć? - spytał wzdychając.
- Nie - powiedziałam krótko - Wiem że i tak macie mnie za głupią gówniarę, która nie powinna jeździć... Wy wszyscy mnie skreślacie oceniając mnie z góry, ale nikt z was nie wie jak wasze słowa ranią, bo macie to zwyczajnie gdzieś... Wy też się kiedyś uczyliście i byliście początkującymi, i jakoś was nikt nie krytykował, ale jeśli to wy jesteście Ci lepsi to trzeba gnoić takich jak ja nie? Bo jesteśmy dla was wstydem - dodałam i nie czekając na jego odpowiedź poszłam także w kierunku stajni, lecz tym razem na szczęście tego dnia miałam konia w innym boksie, więc nie musiałam mieć boks blisko boksu aroganckiego Rekera. Ja nawet nie chciałam tej zakichanej klaczy... Przecież ja się dopiero uczę, nie mam luksusowego domu jak oni... Nie mam nic na zawołanie ani nie mam zdrowia jak oni, to i tak robią wszystko by mi pogorszyć humor! Raz mnie pocieszają a raz gnoją i to tak że wbijają mnie w ziemię. I tak umrę niedługo, więc będą się cieszyć że nowa, super gwiazda do nich dołączy... pomyślałam wcale się nie ciesząc że przejechałam tor na czysto.
Byłam pierwszy raz na takich zawodach, nie mówiąc o tym że wcześniej w ogóle nie startowałam w żadnych zawodach, jak Reker czy Jay, którzy startowali od samego początku, czyli od małego kurdupla! Nie powiem brakuje mi wprawy i wszystkiego, ale czy to powód by się na mnie wyżywać i na mnie psioczyć ciągle? Co mi po tym że mam drugiego konia? I tak pewnie nie będę potrafiła na nim jeździć... Jeden koń to wielka odpowiedzialność ale dwa? Moja opiekunka mnie chyba za to zabije! Czy kiedyś nie będę wszystkich wkurzać dookoła? Zrezygnowana wróciłam do stajni gdzie zaczęłam zajmować się koniem i miałam ochotę normalnie płakać. Ciągle wszystkim przeszkadzałam i wszyscy uważali że jestem głupia... Ciągle!!
- Irma nie przejmuj się nimi - usłyszałam nagle więc lekko się obróciłam i zobaczyłam panią Hils.
- Łatwo pani mówić - burknęłam i znowu odwróciłam się do swojego konia - Nie prosiłam o drugiego konia i tak wiem że jeżdżę beznadziejnie - dodałam.
- Drugi koń to dla Ciebie dobra nauka by lepiej zacząć trenować - powiedziała opierając się o drzwiczki boksu.
- Wszyscy ciągle mnie oceniają z góry... Cieszę się źle, a jak siedzę cicho to też źle! - powiedziałam z wyrzutem - Gdyby tamta akademia się nie rozpadła, to nigdy bym nie wróciła do IHA... - dodałam.
- Uspokój się... Najważniejsze że dobrze pojechałaś, a to że on ma bogate konie i swoje humory to jego problem. Czemu tak się przejmujesz jego opinią? - spytała.
- Bo chcę by wszyscy mnie zaakceptowali - przyznałam - Chcę wreszcie żyć choć przez chwilę normalnie... Choć przez chwilę poczuć się tak jak reszta ludzi, czego ja nigdy nie miałam - dodałam cicho bardzo i na chwilę przestałam czyścić swojego konia i zamarłam w bezruchu.
- Oni i tak nigdy nie zauważą tego co w Tobie najlepsze, bo i tak będą się uważać za najlepszych, nawet jeśli robią ciągle błędy w siodle - westchnęła lekko.
- Niby jakie błędy? Są niemalże mistrzami w jeździectwie i do tego niewiele im brakuje - powiedziałam patrząc na nią z niezrozumieniem i lekką złością.
- Każdy z nich robi lekkie błędy jeszcze... Wy tego nie widzicie, ale ja i pan Pol tak, tak samo jak sędziowie. Nie są jeszcze na aż tak wysokim poziomie jak sądzicie, choć oczywiście są bardzo dobrzy i niedaleko im już do tych najlepszych - odparła tylko.
- Ta jasne... Ja do nich nie pasuję i lepiej będzie jak mnie przeniesiecie do gorszej drużyny. Wtedy nikt taki jak ja nie będzie ich ograniczać z ponoć moim leniwym i nie umiejącym skakać koniem - odparłam znowu zaczynając czyścić swojego skarogniadosza.
- Nie obrażaj się i nie smuć bo to tylko da im satysfakcję że jesteś słaba tak jak uważają... Idź prosto przed siebie bo to Twoje życie a nie ich - mówiąc to oddaliła się a ja ponownie tego dnia stanęłam w bezruchu. I tak długo nie pożyję, więc co za różnica niby? Jakoś oporządziłam swojego ogiera, lecz niestety zauważyłam że trzyma jedną nogę w górze co mnie bardzo martwiło, a i chodzenie w boksie mu ciężko szło, więc sprowadziłam czym prędzej weterynarza, który zawsze był na takiego typu zawodach i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu oraz rozpaczy, Touch Down naderwał sobie ścięgno... SKRZYWDZIŁAM GO! SKRZYWDZIŁAM WŁASNEGO KONA! pomyślałam przerażona, gdyż to przeze mnie ogierowi stała się krzywda.
Weterynarz podał leki i wypisał to co ma przyjmować gdy wykupię lekarstwa od weterynarza który jest w naszej akademii, no i oczywiście na drzwiczki boksu od razu zawiesił tabliczkę iż koń nie został dopuszczony do jutrzejszej konkurencji skokowej przez kontuzję. Super teraz to dopiero Reker i Jay będą mieć z tego pożywkę do ożywionych rozmów na mój temat jak to ja jestem gówniara nieodpowiedzialna westchnęłam w myślach.
- Przepraszam że Cię skrzywdziłam - powiedziałam szeptem do ogiera, delikatnie głaszcząc go po chrapach - Nie chciałam...- dodałam jeszcze szeptem, po czym przypominając sobie że muszę się zająć jeszcze siwą klaczką, która została mi dzisiaj niespodziewanie ofiarowana. Zamykając boks swojego ogiera ruszyłam na poszukiwania boksu klaczki, który był nawet niedaleko i od razu zobaczyłam że nikt się nią nie zajął po tamtej "rozgrzewce" Stevani. Biedne konisko nie wiedziałam gdzie są jej przybory, więc wzięłam przybory Touch Downa i zaczęłam ją powoli rozsiodływać i z tego co zauważyłam to klaczka była bardzo mocno ściśnięta popręgiem, więc dziwiłam się że mogła tak szybko biegać, gdy niemalże nie miała jak oddychać! Widząc jak klaczka zaczyna oddychać z ulgą i dużo głębiej, lekko się na to uśmiechnęłam, a następnie zabrałam się za jej posklejaną od potu i brudu sierść. Przy okazji myślałam też na temat jutrzejszych zawodów skokowych, gdyż na moim biednym konisku nie mogłam wystartować. Owszem mogłam niby wystartować na Carizmie, ale jej w ogóle nie znałam...
Widziałam jak Stevani na niej jeździ, lecz pode mną mogła zupełne inaczej się zachowywać. Dzisiaj już nie chciałam męczyć tej biedaczki i narażać ją na kolejny niepotrzebny stres związany z rozgrzewką, więc postanowiłam że wstanę jutro wcześniej i zobaczę jak się zachowuje i czy w ogóle będzie miała siły wystartować w zawodach. Jeśli będzie wszytko dobrze to mogłam zgłosić zmianę konia z powodu kontuzji, co było dla mnie szansą! Kiedy uporałam się z czyszczeniem klaczki, która wyglądała na zadowoloną z procesu czyszczenia, pogłaskałam ją po głowie, a następnie gdy odniosłam cały sprzęt na swoje miejsce, przy okazji po kryjomu oddałam sprzęt który wcześniej dostałam od chłopaka. Nie chciałam by uważał że wszyscy się nade mną litują i dlatego dostaję co chwilę coś nowego...
Dlatego właśnie mu to oddałam. Wychodząc z tymczasowej siodlarni w boku C1, gdzie nosa stajnia miała właśnie tą siodlarnię pod nosem poczułam mocne zawroty głowy, przez co szybko oparłam się ręką o ścianę i zaczęłam ciężej oddychać. Świat mi zawirował kilka razy przed oczami, a nogi zrobiły się momentalnie jak z waty co przypomniało mi o mojej chorobie... Chwilę tak powstałam na uginających się kolanach i zapewne bladej jak ściana twarzy, lecz na szczęście wszystko minęło po jakiś dwóch minutach, które wydawały się i tak wiecznością. Czując iż nieco wracają mi siły, wróciłam z ugiętych kolan na bardziej wyprostowaną, lecz złapałam rękami za kolana i nieco głębiej pooddychałam, co mi pomogło, lecz zaraz poczułam czyjąś rękę na ramieniu, co mnie zdziwiło, więc niemalże natychmiast spojrzałam w stronę agresora, kim okazał się być Jay.
- Co Ci jest? Blada jesteś jak ściana - powiedział uważniej mi się przyglądając.
- Nic mi nie jest, a teraz przepraszam ale się spieszę - mówiąc to ruszyłam szybkim krokiem ku wyjściu ze stajni i na szczęście nie chciał mnie zatrzymywać, dzięki czemu poczułam się w duchu jeszcze lepiej. Nie chciałam by ludzie mi ciągle współczuli i by mi dawali fory jak w przypadku Rekera, bo chciałam trenować na poważnie, bo na zwadach właśnie czy na innych ważnych konkursach nikt mnie nie będzie oszczędzał, a jak na treningach nie będę trenować twardo to i źle mi wyjdą zawody i tego się trzymałam. Wolałam trzymać to w tajemnicy i nie zamierzałam tego zmienić! Mając dość dzisiaj, nawet nie oglądałam przejazdu innych tylko wróciłam do naszego hotelu, gdzie zrobiłam sobie kanapkę z serem, którą zaczęłam konsumować by nabrać nieco sił, oraz by moje mięśnie przestały w końcu drżeć.

< Reker? ;3 Jay do Ciebie przyleci? xdd Jak się tam masz wredoto jedna? xdd Jay nic nie wie o chorobie Irmy xd >

11.23.2018

Od Rekera cd. Imry

Nie miałem zamiaru podchodzić do Irmy, która po swoim przejeździe puszyła się jakby miała już wygraną w kieszeni. Przewracając na to jedynie oczami, ruszyłem spokojnym krokiem w stronę startu, bo w końcu jeszcze dwa przejazdy i nadejdzie moja kolej. Jeszcze ten pomysł by ta siwa klacz trafiła do niej... Też mi coś! Jak ona sobie ledwie z tym leniwym Touch Downem sobie radzi. Porażka, tylko i wyłącznie porażka. Kiedy znalazłem się na grzbiecie ogiera, pogłaskałem w podzięce jego muskularną szyję, a następnie oczyściłem swój umysł z jakichkolwiek zmartwień. Musiałem się skupić i przebyć cały tor przeszkód w jak najkrótszym czasie, bez żadnych odmów i wyłamań i nie daj Boże wypadków.
- Damy sobie radę - szepnąłem cicho, poprawiając sprzączkę kasku, który idealnie trzymał się na mojej głowie. Kamizelka, która nieco uwierała mnie w krzyż, pozwalała mi tym samym na zachowanie trzeźwego umysłu. Nie mogłem teraz się zamyślać nad sensem swojego życia, musiałem działać, a działanie musiało trzymać się rzeczywistości.
Viele Mädchen in ihrem Alter beneiden sie. Nicht nur, weil sie ein ei… #abenteuer # Abenteuer # amreading # books # wattpad- Za chwilę przejazd Rekera Samuela Blackfreya, na koniu Resident Evil! - rzekł komentator, którego głos rozprzestrzenił się po otaczającej mnie okolicy. Nie chcąc zwlekać i niecierpliwić tym samym sędziów, pogoniłem konia do lekkiego stępa, aby nie forsować już na samym wstępie wszystkich sił tego wspaniałego zwierzęcia. Wjeżdżając z dużym opanowaniem między sztywne banery sponsorów, które jednocześnie były oznaczone jako start owej próby terenowej, spojrzałem na licznik, który przez kila sekund wskazała cztery zera, po czym dwie ostatnie pola zaczęły odliczanie zaczynające się od dwudziestu sekund. Nie stresowałem się, już nie było czym, ścisnąłem  jednie mocniej wodze gniadego rumaka, jakby miało mi to pomóc w utrzymaniu z nim lepszego kontaktu. Biorąc ostatni wdech, spojrzałem na smolistą tablicę, upierając się w myślach, że dam radę pokonać wszelkie niedoskonałości stworzone przez resztę mojej drużyny. Trzy... Dwa... Jeden... - pomyślałem przykładając łydkę do boku konia, aby mógł wystartować przed siebie jak prawdziwa rakieta. Niewielki las zaaranżowany pod tego typu zawody, był przyozdobiony kolorowymi liśćmi, które w większości pospadały już z drzew. Pierwszą barierą była wysoka kłoda, która nie sprawiła selle francaisowi zbyt dużych problemów. Sześciolatek czuł się w tej konkurencji niczym ryba w wodzie. Kiedy widziałem go wczoraj po próbie ujeżdżeniowej, nie przypomniał samego siebie. Był jakiś ospały, niechętny do współpracy i markotny... Biedak, pewnie czuł się bardzo nieswojo, kiedy był przeze mnie zmuszony do tego diabelstwa, którego strasznie nienawidził. Chociaż nie zdobyliśmy wczoraj zbyt wielu punktów, to i tak byłem z niego dumny, że chciał wykonywać to co mu każę. Zawsze przecież mógł się stawiać oraz robić inne, szalone rzeczy, które by nas zdyskwalifikowały. Wracając jednak do obecnej sytuacji to zawiśliśmy właśnie nad długim stołem, który tak samo jak rów z wodą był wyzwaniem dla niejednego jeźdźca. Przeciskając się na dużą polanę, od razu wpakowałem się do płytkiego zbiornika wodnego, z którego chlapała zimna, a wręcz lodowata ciecz. Nie zwracając na nią uwagi, poprawiłem bardziej kontakt z Residentem, który oddał kolejny skok, przechodząc swoim ciałem między kolorowymi chorągiewkami. Bankiet był jedną z trudniejszych przeszkód jaką przyszło mi zobaczyć. Kilka razy dzisiejszego dnia w tym miejscu zdarzył się już wypadek, więc moja czujność pozostawała nadal na wysokim poziomie. Idąc jak burza przez resztę zapor, wreszcie udało mi się dotrzeć do wąskiej hydry, której "włosy" dość mocno otarły się o przednie nogi Evila. Kiedy kopyta gniadosza wylądowały w miejscu finiszu, zwolniłem go z powrotem do lekkiego kłusa, a po kilku chwilach żwawego stępa, aby nie dostał on żadnej kontuzji. Jego ciało było pokryte sporą ilością potu, a pysk pienił się jak u zwierzęcia ze wścieklizną. Przecierając otwartą ręką jego sierść, uśmiechnąłem się do niego szeroko, pozwalając sobie na uwolnienie dobrego humoru - Było świetnie - stwierdziłem otwarcie, zatrzymując go blisko białego płotka. Zeskakując z czarnego siodła, za swój cel od razu uznałem przejezdną stajnie, gdyż nie miałem zamiaru rozmawiać z resztą uczestników, którzy przyczłapali się tutaj jako reprezentacja naszej akademii - Już dobrze - poluźniłem mu znacząco fartuch, a ogłowie w mgnieniu oka zostało zamienione na skórzany kantar, który umożliwił mi, przypięcie tego wariata do uwiązów bocznych.
- Niezły przejazd - usłyszałem nieznajomy głos, który zmusił mnie do obrócenia się w jego stronę.
- Znamy się? - mruknąłem z niechęcią, mając już dosyć spotykania na swojej drodze samych debili.
- Jeszcze nie, ale możemy zostać nawet rodziną - odpowiedział, wręczając mi do rąk szaro-złotą kopertę, na której wierzchu usytuowane były dwa lwy - Jestem nauczycielem z Castamere Royal... Marnujesz się w Impossible Horse Academy chłopcze... To nie twój poziom, jaki my możemy ci zapewnić - lekki uśmiech zawitał na jego twarzy, chcąc poprzeć nim swoje argumenty.
- Zastanowię się... - schowałem świstek do przedniej kieszeni swoich bryczesów, a następnie dodałem - Lepiej niech pan już odejdzie... Nie chce mieć problemów.

Irma? :3

Od Irmy cd. Rekera

Byłam totalnie wściekła na tą Stevani! Przecież my mogliśmy się przez nią pozabijać! Nie uszkodzić, tylko pozabijać! Jak trzeba być głupim i tak chorym by coś takiego w ogóle wymyślić?! Jeszcze ta biedna siwa klacz którą niemalże zajechała na śmierć złym rozgrzaniem… Tak ciężko oddychała i była zgrzana że się to normalnie w głowie nie mieści! Jak można doprowadzić konia do takiego stanu? pomyślałam patrząc uważniej jak po szyi śnieżno białej klaczy spływa pot. Pan Pol podszedł do niej i złapał za wodze klaczy, a następnie kazał jej zsiadać, co bardzo zdziwiło naszą „koleżankę”, a gdy wylądowała na ziemi, coś jej powiedział ostrego, gdyż zaraz momentalnie zbladła, a nasz wychowawca zabrał jej konia.
- Pewnie poszedł się zająć jej biednym koniem – usłyszałam głos Rekera zza moich pleców.
- Pewnie tak… Chodźmy! Musimy rozgrzać nasze konie – powiedziałam szybko, przypominając sobie że mamy mało czasu. No niby pan Pol powiedział że nam załatwi więcej czasu na lepszą rozgrzewkę, ale i tak musieliśmy dmuchać na zimno i być przygotowanymi. Wolałam by mój koń był solidnie rozgrzany, by nie doznał żadnych poważnych kontuzji.
- Racja – przyznał, po czym znowu ruszając sprintem dotarliśmy do stajni, gdzie upewniając się na szybko że sprzęt już jest dobrze wymieniony i założony, oraz że ta mała gnida znowu nam czegoś nie popsuła, wyprowadziliśmy je ze stajni, a następnie odbijając się niemalże w tym samym czasie od ziemi, wsiedliśmy na swoje wierzchowce. Czym prędzej ruszyliśmy na rozprężalnie, gdzie zaczęliśmy robić kółka z kłusie, lecz ja w przeciwną stronę niż on byśmy mieli więcej miejsca na placu. Może i innym wydawało się że rozgrzanie konia jest proste, lecz w rzeczywistości takie łatwe to nie jest… Trzeba przynajmniej dziesięć minut kłusa robić i to jechać trzeba w różnych kierunkach, takie jak robienie ósemek, kółek by dobrze rozgrzać każdą część mięśni konia, a następnie wchodzi się w lekki galop, który ma jeszcze bardziej rozgrzać mięśnie wierzchowca by nie doznał żadnych poważnych kontuzji.
Na rozprężalni dostaliśmy jeszcze mapkę toru jutrzejszego do skoków od naszej drugiej nauczycielki od skoków, czyli pani Hils, która doprawdy nie mogła sobie znaleźć lepszego momentu na wręczanie takiego świstka! Nie komentując tego, spojrzałam szybko na plan jazdy, a następnie szybko go schowałam do kieszonki zapinanej na zamek, gdy ją złożyłam.
Jeszcze w trakcie rozgrzewki się okazało że to ja jadę jako pierwsza, gdyż jeden z zawodników miał wypadek na koniu, pokonując przeszkodę, a inna zawodniczka musiała zrezygnować bo koń jej kilka razy nie chciał przeskoczyć tej samej przeszkody, czyli rowu. Na szczęście zdążyłam rozgrzać odpowiednio konia, nie mówiąc o tym że było to na styk kiedy musiałam się już ustawiać na starcie. Ubrałam jeszcze na szybko kamizelkę, a następnie patrząc na wielki wyświetlacz odliczający sekundy do startu, przez co mocniej zacisnęłam ręce na wodach Touch Downa, który czując moje przejęcie by jak najlepiej wypaść, przez co też nieco nogami przebierał w miejscu, nie mogąc się już doczekać. Tylko spokojnie... pomyślałam widząc po chwili na wielkim wyświetlaczu słowo "START". Dając w ułamku sekundy znać łydką koniowi, ten ruszył niczym torpeda wystrzelona z okrętu podwodnego i wjechaliśmy do niewielkiego lasku gdzie czekała na nas pierwsza przeszkoda.
Przeskoczyłam ją bez problemu, lecz zaraz zaczęłam kierować konia mocno w prawo, przez wielką polanę, gdzie czekała już kolejna przeszkoda czyli kłoda. Mocniej ściągnęłam wodze, a następnie przeskoczyliśmy idealnie równo między czerwoną a białą chorągiewką. Zadowolona z takiego obrotu spraw zaczęłam nakierowywać konia na rów z wodą. Kiedy tylko ogier zetknął się kopytami z woda, poczułam jak strasznie zimna jest ta woda. Musiałam dużo mocniej skontrować Touch Downa na kolejną przeszkodę w wodze, co niezbyt mu się podobało, lecz na szczęście wykonał moje polecenie i ładnie ją przeskoczył, a następnie musiał wyskoczyć z wody na niewielką górkę, gdzie na niemalże samym szczycie była kolejna przeszkoda w kształcie niewielkiego daszku. Tą przeszkodę ogier pokonał jakby ostatkiem sił, gdyż z wody bardzo ciężko się rozpędzić, zwłaszcza gdy ma się jeszcze przeszkodę niemalże na samym szczycie górki... Później skierowałam mocno konia w lewo, gdzie czekała na nas kolejna przeszkoda z kłody. Szczerze mówiąc ten tor był dla mnie wyjątkowo trudny, zwłaszcza iż nie byłam tak bardzo doświadczoną zawodniczką, lecz starałam się hamować konia na początku bym nie zużyła wszystkich jego sił, nie mówiąc o tym że tor był bardzo długi. Jakoś jednak udało mi się dotrwać i gdy miałam już ostatnią prostą, mocno przyśpieszyłam by uzyskać jak najlepszy tylko czas. Ogier mnie nie zawiódł i udało nam się przejechać bardzo szybko na linii mety, a następnie łagodnie wyhamowałam, a na mecie już czekał pan Pol, Jay i reszta świty. Pewnie miałam bardzo wolny przejazd.... Będą musieli się przeze mnie starać bardziej by uzyskać lepszy czas drużynowy pomyślałam szybko zsiadając z konia, b następnie dać obowiązkowo siodło do zważenia czy nie jest za ciężkie. Przynajmniej Touch Down nie zatrzymał się na żadnej przeszkodzie, to już coś i tak... przeszło mi jeszcze przez myśl, gdy waga siodła była całkowicie w porządku, a po chwili podeszli do mnie chłopaki, wraz z koniem którego trzymali za wodze.

< Reker? ;3 jak tam jej poszło? jaki miała czas? xdd Tor do skoków na jutro jest dość trudny xdd >

Odejście!

cohzi:   apply for my queue club - you will be okay.
Ze smutkiem żegnamy Liliane, będącą jedną z pierwszych postaci na blogu! Pamiętaj, że zawsze możesz do nas wrócić!