Siedząc w pokoju i trzymając w rękach gorący kubek kakao nieco się uspokoiłam. Tylko w swoim pokoju czułam się bezpiecznie no i przy swoim koniu z ktorym bardzo dobrze się dogadywałam. Na torze crossowym sprawował się wspaniale i nie mogłam się doczekać kiedy będą zajęcia ze skoków. Biegał i skakał tak płynnie i lekko. Nie miał głośnego chodu jak co niektóre konie, które przy bieganiu uderzają kopytami o ziemie tak mocno że słychać je było doskonale na kilometr jak nie dalej. Zastanawiałam się czy jutro nie pojechać z nim na przejażdżkę gdyż dzisiaj było już za późno... Kiedy tak rozmyślałam nagle zobaczyłam że pod moimi drzwiami leży jakiś list co mnie bardzo zdziwiło. Pdstawilam parujacy kubek kakao i powoli się podniosłam z łóżka, podchodząc powoli do listu. Widząc imie i nazwisko znanego mi już chłopaka. Co oni pomylili numer pokoju? zdziwiłam się bardzo. Wzdychajac na to lekko wyszłam z pokoju i skierowałam swoje kroki w stronę jego pokoju. Nie za bardzo mi się uśmiechało do niego iść gdyż w jego oczach bylam tylko marną istota ludzką która próbuje coś uzyskać z życia podczas gdy on miał wszystko. Będąc już pod jego drzwiami i gdy chciałam zapukać na wypadek gdyby był w pokoju bo nie wiedziałam czy siedział nadal na ognisku czy też nie, ale nagle usłyszałam dość głośny jakby upadek. Zdziwiłam sie tym bardzo i przez chwilę sama nie wiedziałam co mam zrobić ale w końcu jakoś się odważyłam i powoli zapukałam do jego drzwi. Nikt mi nie odpowiedział wiec powoli złapałam za klamkę i lekko ją ugięłam. Ku mojemu zdziwieniu drzwi mi z lekkością ustąpily i się otworzyły. Moje zdziwienie ogromne sięgnęło zenitu gdy zobaczyłam jak Reker leży na podłodze i zrobił wokoło siebie lekki bałagan. Szybko do niego podeszłam podejrzewając że coś złego bardzo się stało skoro chłopak leżał twarzą do ziemi. Przez chwilę myślałam że ktoś go uderzył może w głowę ale nie zobaczyłam żadnej krwi... Obróciłam jakos go na plecy choć był chyba cięższy niż ciele jakieś i cud że mi nic nie strzeliło w moih chudych kościach. Szybko poleciałam niemalże do pielęgniarki która szybko ze mną przybiegła wraz z woźnym którego po drodze biegiem zgarnęłyśmy i przenieśli go jakoś do pokoju pielęgniarki już starszej gdzie podano mu leki i opatrzono mu jakieś tam rany. Tyle przynajmniej zdołałam sie dowiedzieć.
♢♢♢♢♢♢♢♢♢♢♢♢♢♢♢♢♢♢♢♢♢♢♢♢♢♢♢♢♢♢♢♢♢♢♢♢♢♢♢
Następnego dnia ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu zajęcia były odwołane gdyż nauczyciele wyjechali na jakieś tam szkolenie czy jakieś tam zebranie. Mogli nam wcześniej o tym powiedzieć to bym wcześniej nie wstawała pomyślałam wzdychając nieco dzięki czemu wydobyła się z moich ust lekka para. Postanowiłam więc że sama nieco potrenuję, więc pojechalam na Touch Downie na parkur zamknięty czy też na halę do skoków. Ustawilam sobie dość trudny tor choć pewnie dla tych znanych i slawnych jeźdźców było by to bardzo proste. Rozgrzalam oczywiście w pierwszej kolejności dobrze swojego skarogniadego ogiera i kiedy chciałam się już ustawiać na starcie, nagle dostrzegłam Rafaela z jednym, z jego koni.
< Reker? :3 jak się czujesz? Po co przyszedłeś? xdd >
11.10.2018
11.09.2018
A co to znaczy, że coś wypada? Gdyby ludzie się umówili, że wypada nosić twaróg na głowie, nosiłabyś?
Imię i nazwisko: Anastazja Price (zwracaj się Ana lub Nasti)
Wiek: 18 lat
Głos: Billie Eilish
Płeć: Kobieta
Ranga: Intermédiaire
Grupa: II
Imię konia: Miss Miles o’Rima
Pokój: Nr 1
Charakter: Buntowniczka, na pewno da popalić. Wredna, chamska, choleryczka. Trudno się z nią dogadać, ale jak ci się uda to jest najlepszym towarzyszem rozmów. Lubi przebywać sama ze sobą, lecz nie pogardzi towarzystwem. Jest introwertyczką, dla niej 3 osoby to już tłum. Jak się wścieka to wszyscy w okolicy 5 kilometrów o tym wiedzą. Trudno zdobyć jej zaufanie i łatwo stracić. Często nosi na twarzy maskę obojętności nawet, gdy szargają nią skrajne emocje. Bardzo rzadko płacze i jak już do tego dochodzi to na pewno z nie błahego powodu. Jest nie ugięta, nie pokazuje swojego bólu i chowa emocje. Jest bardzo szczera, gdy cię nie lubi powie ci to wprost nie szczędząc wulgaryzmów. Ma swoje zdanie i mocno je ceni. Jest to bardzo pewna siebie i odważna dziewczyna. Jest nieugięta i ciągle idzie do celu, jednak nie po trupach. Z chęcią wyciąga pomocną dłoń, gdy ktoś jej potrzebuje. W stosunku do bliskich jest bardzo opiekuńcza i kochająca. Jest straszną romantyczką. Mimo tego, że jest cholerykiem potrafi mieć dużo cierpliwości i łagodności w sobie, szczególnie, gdy pracuje ze swoim koniem.
Aparycja: Wysoka, bo ma aż 180 cm dziewczyna. Jej blond włosy sięgają do łopatek. Jest umięśniona i szczupła. Jej oczy są bardzo jasne- wręcz stalowe, usta pełne, malinowe. Jej cera jest jasna, jak i włosy, które podchodzą kolorem pod platynę. Ma długie rzęsy i gęste brwi. Nie czuje potrzeby nakładania makijażu.
Historia: Anastazja nie miała ciekawego życia. Wychowana w kochającym, ciepłym domu. Miała w nim jednak mocną dyscyplinę przez co wyrosła na dziewczynę jaką jest. Uczyła się w bogatych szkołach, nosiła tylko znane marki, jednak nie pasowała do takiego towarzystwa. Jej rodzice byli bogaci i dlatego w młodym wieku dostała Pixela, swojego pierwszego konia. To on nauczył jej pokory. Ze swym rumakiem jeździła na różne zawody, kursy. Wygrywała na Pixelu dużo zawodów skokowych, jednak pewnego razu dostał on kolki. Nikt tego nie zauważył i Ana znalazła go nieżywego, gdyż nie dostał pomocy. Gdy już się otrząsnęła z żałoby po swoim rumaku dostała roczną klacz. Dorastała razem z nią. W pewnym momencie jej rodzice stwierdzili, że jedzie do IHA. I tak oto trafiła tu ze swoją 6 letnią klaczą.
Rodzina:
- Reed Price - Matka
- James Price - Ojciec
Orientacja seksualna: Heteroseksualna
Partner: Brak
Inne:
- Ma papiery behawiorystki.
- W domu ma trzy psy.
- Jest uczulona na koty.
- Jeździ western od 4 lat.
- 9 lat jeździła klasycznie.
Właściciel: epi242

Imię: Miss Miles o’Rima
Rasa: American Quarter Horse
Wiek: 6 lat
Płeć: Klacz
Charakter: Bardzo przywiązana klacz, jest to koń, który ma człowieka na całe życie. Bardzo opanowana i spokojna, lecz jednocześnie energiczna. Jest bardzo pojętnym uczniem, szybko kojarzy fakty i akceptuje nowe rzeczy. Jest odważna, może chodzić sama w tereny i nie trudne są jej nowe zadania. Jest towarzyszka tylko dla ludzi, ponieważ inne konie kopie i gryzie. Za swoim człowiekiem weszłaby nawet w ogień. Jest jednak charakterna, potrafi pokazać swoje zdanie. Raz na jakiś czas potrafi bryknąć. Zawsze testuje jeźdźca, gdy ktoś jest niepewny to od razu to wykorzystuje.
Dyscyplina: Wszystkie konkurencje westernowe i niskie skoki.
Należy do: Anastazja Price
Od Rekera cd. Irmy
Cały mój wypoczynek skupiał się na spacerowaniu leśną ścieżką, która kończyła się gdzieś w środku tej niewielkiej puszczy. Chociaż mogłoby się wydawać, że przez działalność człowieka jest ona opuszczona, to wierzcie mi lub nie, ale się strasznie mylicie. Podczas podróży wiele razy mogłem usłyszeć spokojny śpiew ptaków, bądź cichy szelest krzewów, w których buszowały przerośnięte zające. Kiedy zaczęło robić się powoli ciemnawo, zawróciłem swoją postać z powrotem do akademii, lecz zanim się do niej dostałem, musiałem zaliczyć niezbyt miłe spotkanie z wściekłym lisem. Nie dobrał się on na szczęście do mojej szyi, ale ponadgryzał on porządnie moje palce wraz z lewym nadgarstkiem. Jeszcze brakuje, żebym miał wściekliznę - pomyślałem nerwowo widząc jak odkopnięte ciało lisa znika gdzieś pośród leśnej roślinności. Nie chcąc, aby ktoś zobaczył moje rany, postanowiłem nasunąć na swoje dłonie jeździeckie rękawiczki, które dzięki dobremu materiałowi i kolorowi czerni nie przesiąknęły od razu krwią. Starając się nie ukazywać bólu, który w tej chwili szargał moim ciałem, wróciłem szybkim tempem na tereny znanej mi już od jakiegoś czasu placówki. Ku mojemu zdziwieniu trwało tam własnie ognisko, którym zainteresowało się dość duże grono uczniów. Wszyscy świetnie się bawili piekąc na kijach kiełbaski, bądź blade jak kości pianki. Był to dość przyjemny dla oka widok, lecz jakoś nie ciągnęło mnie do tego, aby brać w tym wszystkim udział. Miałem już wracać do swojego pokoju, gdy nagle ktoś stanowczo mnie przytrzymał. Zdziwiony, od razu okręciłem się w stronę atakującego, którym okazał się nie kto inny jak zmartwiony Jay. Wzdychając cicho na jego widok, wróciłem wzrokiem do tańczących języków ognia, które swoimi kolorami inspirowały zapewne nie jednego człowieka.
- Reker gdzie ty byłeś? - odezwał się w końcu, próbując zwrócić na siebie moją uwagę - Szukałem cię wszędzie... Miałeś wyłączony telefon... Martwiłem się - dorzucił, widząc jak niezbyt reaguję na jego słowa. Martwił się o mnie? Niby po co... Ma teraz swoją Irmusie więc pewnie mało go obchodzę.
- Przejść się... Czemu się tak mną interesujesz co? - mruknąłem, siadając na wolnej ławce pozbawionej jakiegokolwiek człowieka - Byłem w lesie, musiałem coś sobie przemyśleć i tyle - wytłumaczyłem pośpiesznie, starając się uniknąć wzroku ciekawskich nauczycieli. Z pewnością u tego Dewidelio, czy jak mu tam miałem już nieźle przekichane, ale co ja będę się tym przejmował? Mam przecież sporo innych, ważniejszych przedmiotów niż jakieś śmieszne ujeżdżenie, którego moje konie w ogóle nie trawią.
- Przecież wiesz, że możesz zawsze o wszystkim ze mną pogadać - przeczesał dłonią swoje włosy, a następnie zajął miejsce znajdujące się bardzo blisko mnie - Wiem, że się kłócisz z ojcem, ale to nie koniec świata. Niedługo wszystko wróci do normy i o tym zapomnicie.
- Ale ty się nie kłócisz nigdy ze swoim ojczulkiem więc nie wiesz jak to jest - prychnąłem, chowając swoje ręce pod zgięcia kolan - Nic nigdy nie jest dobrze. Woli swoją firmę i resztę rodziny niż mnie. Tak było zawsze... Kupował mi drogie zabawki, lecz tak na prawdę nigdy go przy mnie nie było - zacząłem cicho, wyrzucając ze swojej duszy pierwszą porcję dławiącego żalu - Traktował mnie jak przedmiot, a nie jak syna, a teraz będzie się dziwić, że są ze mną problemy - nie chcąc się przed nim całkowicie rozkleić, pociągnąłem lekko nosem, zaczynając szperać wzrokiem po reszcie, spędzających czas przy ognisku uczniów. Jak zwykle pojawienie się Irmy wywołało dość duży szum wśród szkolnych chuliganów, którzy korzystając z okazji zaczęli od razu jej dokuczać - Przestaniecie kiedyś zachowywać się jak bachory w piaskownicy? Męczy mnie to. Pierdolonego gówniarze co po pysku porządnie nie dostały - fuknąłem z drwiną, świdrując ich twardym, zahaczającym o wściekłość wzrokiem.
- Reker odpuść - usłyszałem ciche szepnięcie Jay'a, który jak zwykle próbował odsunąć mnie od głupich pomysłów.
- Nie - skrzyżowałem ręce na piersi - Wnerwiają mnie już, głowa mi pęka, a te dzbany nie chcą się zamknąć.
- Jak nas nazwałeś? - zbulwersowany blondyn podbiegł do mnie niczym antylopa szukająca dobrych kasków na terytorium swojego stada.
- Dzbanem sieroto - odpowiedziałem bez strachu, nie ruszając się ze swojego miejsca. Kątem oka mogłem zobaczyć jak jeden z nauczycieli zaczął się powoli interesować początkiem naszej potyczki słownej. Co prawda nie stawiał on jeszcze kroków w nasza stronę, ale jego czujność znacznie wzrosła - Lepiej się nie pruj, bo złamiesz sobie jeszcze paznokcie księżniczko - zaśmiałem się, co wywołało atak ze strony młodszego o rok ode mnie chłopaka. Wykonując szybki unik, miałem wspaniałą okazję do złapania owego delikwenta za łydkę oraz wyrzucenia go prosto w wyłysiałe krzaki - Żenada - skomentowałem ponurym głosem, po czym nie reagują na jakiekolwiek głosy, ruszyłem szybkim krokiem w stronę akademika. Miałem wszystkiego dosyć. Bolała mnie głowa, brzuch, a moje samopoczucie było tak tragiczne jak nigdy dotąd. Kiedy tylko dotarłem do swojego azylu, poczułem jak grunt zaczyna osuwać mi się pod nogami, a cały świat zawirował wokół mnie niczym brudne ubrania umieszczone w kuble pralki. Nim zdążyłem coś krzyknąć, przed moimi oczami zawitała ciemność
- Reker gdzie ty byłeś? - odezwał się w końcu, próbując zwrócić na siebie moją uwagę - Szukałem cię wszędzie... Miałeś wyłączony telefon... Martwiłem się - dorzucił, widząc jak niezbyt reaguję na jego słowa. Martwił się o mnie? Niby po co... Ma teraz swoją Irmusie więc pewnie mało go obchodzę.
- Przejść się... Czemu się tak mną interesujesz co? - mruknąłem, siadając na wolnej ławce pozbawionej jakiegokolwiek człowieka - Byłem w lesie, musiałem coś sobie przemyśleć i tyle - wytłumaczyłem pośpiesznie, starając się uniknąć wzroku ciekawskich nauczycieli. Z pewnością u tego Dewidelio, czy jak mu tam miałem już nieźle przekichane, ale co ja będę się tym przejmował? Mam przecież sporo innych, ważniejszych przedmiotów niż jakieś śmieszne ujeżdżenie, którego moje konie w ogóle nie trawią.
- Przecież wiesz, że możesz zawsze o wszystkim ze mną pogadać - przeczesał dłonią swoje włosy, a następnie zajął miejsce znajdujące się bardzo blisko mnie - Wiem, że się kłócisz z ojcem, ale to nie koniec świata. Niedługo wszystko wróci do normy i o tym zapomnicie.
- Ale ty się nie kłócisz nigdy ze swoim ojczulkiem więc nie wiesz jak to jest - prychnąłem, chowając swoje ręce pod zgięcia kolan - Nic nigdy nie jest dobrze. Woli swoją firmę i resztę rodziny niż mnie. Tak było zawsze... Kupował mi drogie zabawki, lecz tak na prawdę nigdy go przy mnie nie było - zacząłem cicho, wyrzucając ze swojej duszy pierwszą porcję dławiącego żalu - Traktował mnie jak przedmiot, a nie jak syna, a teraz będzie się dziwić, że są ze mną problemy - nie chcąc się przed nim całkowicie rozkleić, pociągnąłem lekko nosem, zaczynając szperać wzrokiem po reszcie, spędzających czas przy ognisku uczniów. Jak zwykle pojawienie się Irmy wywołało dość duży szum wśród szkolnych chuliganów, którzy korzystając z okazji zaczęli od razu jej dokuczać - Przestaniecie kiedyś zachowywać się jak bachory w piaskownicy? Męczy mnie to. Pierdolonego gówniarze co po pysku porządnie nie dostały - fuknąłem z drwiną, świdrując ich twardym, zahaczającym o wściekłość wzrokiem.
- Reker odpuść - usłyszałem ciche szepnięcie Jay'a, który jak zwykle próbował odsunąć mnie od głupich pomysłów.
- Nie - skrzyżowałem ręce na piersi - Wnerwiają mnie już, głowa mi pęka, a te dzbany nie chcą się zamknąć.
- Jak nas nazwałeś? - zbulwersowany blondyn podbiegł do mnie niczym antylopa szukająca dobrych kasków na terytorium swojego stada.
- Dzbanem sieroto - odpowiedziałem bez strachu, nie ruszając się ze swojego miejsca. Kątem oka mogłem zobaczyć jak jeden z nauczycieli zaczął się powoli interesować początkiem naszej potyczki słownej. Co prawda nie stawiał on jeszcze kroków w nasza stronę, ale jego czujność znacznie wzrosła - Lepiej się nie pruj, bo złamiesz sobie jeszcze paznokcie księżniczko - zaśmiałem się, co wywołało atak ze strony młodszego o rok ode mnie chłopaka. Wykonując szybki unik, miałem wspaniałą okazję do złapania owego delikwenta za łydkę oraz wyrzucenia go prosto w wyłysiałe krzaki - Żenada - skomentowałem ponurym głosem, po czym nie reagują na jakiekolwiek głosy, ruszyłem szybkim krokiem w stronę akademika. Miałem wszystkiego dosyć. Bolała mnie głowa, brzuch, a moje samopoczucie było tak tragiczne jak nigdy dotąd. Kiedy tylko dotarłem do swojego azylu, poczułem jak grunt zaczyna osuwać mi się pod nogami, a cały świat zawirował wokół mnie niczym brudne ubrania umieszczone w kuble pralki. Nim zdążyłem coś krzyknąć, przed moimi oczami zawitała ciemność
Irma? ;3
Stracił przytomność xd
Od Irmy cd. Rekera
Nie potrafiłam już w ogóle zrozumieć Rekera co on takiego wyprawia. Szarpał się ze swoi najlepszym przyjacielem, a o ile poznałam Jay'a, to na pewno sobie na takie coś nie zasłużył... Owszem wkurzał mnie też często, no ale uważam że chłopak mógł w tej chwili stracić swojego najlepszego przyjaciela, który miał na pewno już serdecznie dość jego ciągłych humorów. Druga rzecz to to iż musiałam trafić że byłam w jednej drużynie z nim... Wolałam być w drużynie Jay'a, bo z nim przynajmniej dawało się porozmawiać, a Reker tylko patrzył na wszystkich z wyższością, co też pokazał gdy tylko się dowiedział kto jest z nim w grupie. Jego wzrok mówił sam za siebie że najchętniej to by nas po rozstrzelał za to że tacy głupi amatorzy jak my jesteśmy w jego drużynie. Wolałby same sławy światowej klasy i coraz bardziej się do tego przekonywałam gdy go na co dzień obserwowałam. Dlaczego ja zawsze muszę mieć pod górkę? Dlaczego jeszcze muszę być w jego drużynie? pomyślałam wzdychając na to i patrząc jak Michaelowi ciężko jest przejechać cały tor, który został bardzo pozmieniany by wszystkim utrudnić.
No nie powiem często jeździliśmy na pamięć jak poznaliśmy swój tor, lecz teraz szybka jazda na zupełnie "obcym" torze, to było nie lada wyzwanie. Kiedy nadeszła kolej Rekera, było widać iż ta konkrecja nie sprawia mu żadnych kłopotów najmniejszych, a jego skoki były precyzyjne i dobrze rozporządził siłą konia tak by mógł przetrwać cały tor crossowy. Szkoda że widzi w nas tylko robaki które trzeba szybko zgnieść... przeszło mi przez myśl, kiedy nadeszła kolej Will'a. Oczywiście nasz "mistrz" spruł się szybko po swoim pokazie, bo po co ma patrzeć na "hołotę" jak jeździ prawda? Z jednej strony było to wkurzające, a z drugiej bardzo przykre. Wiedzieliśmy wszyscy że uważał się za lepszego od wszystkich co nie było w ogóle przyjemne.
Ciekawe czy przez jego wywyższanie się nie rozpadł się aby czasem ten jego zespół wcześniejszy przeszło mi przez myśl, kiedy Will był w połowie toru. Może i miał tam jakieś problemy, ale co z tego? On ma kasę i może odejść w każdej chwili z tej akademii i pójść sobie może gdzie chce... Mnie ojciec codziennie lał z pięści po mordzie i nikt się nade mną nie użalał nigdy! Nigdy nie miałam przyjaciela czy też przyjaciółki, nigdy nie byłam lubiana w szkole, ciągle mnie dręczono w szkole jak i po jak mnie dorwali czasem, bo nie zdążyłam im uciec, a na koniec torturowanie przez ojca w domu. Jeszce podwójnie mi się dostawało, bo chroniłam własnym ciałem siostrę. I co miałam łatwo? Nie... ale nikt tego nie zrozumie nigdy, zwłaszcza takie bogate dzieciaki, bo ich zdaniem to na pewno dobrze że nas ktoś leje i się znęca, bo oni plebsu nienawidzą. Szczerze to miałam ochotę opuścić tą akademię już raz na zawsze, bo miałam dość że ciągle i tutaj ze mnie wszyscy szydzą.
Myślicie że moje prześladowania się skończyły?
Otóż nie! Codziennie się ze mnie nabijali i było mi ciężko, to jeszcze taki Rekerek sobie przyjdzie by jeszcze bardziej człowieka zgnoić i zrównać całkowicie z błotem. Kiedy przyszła moja kolej, starałam się jak najlepiej przejechać cały tor i najszybciej, lecz w pewnym momencie, gdy musiałam skręcić w lewo nagle cała ręka lewa aż do ramienia mi zdrętwiała! Normalnie jej nie czułam! Mimo iż miałam rękę zaciśniętą na wodzach, to jej nie czułam! Wpadłam przez chwilę w duchu w panikę, lecz na szczęście to uczucie ie trwało długo, więc zaraz skręciłam mocno koniem w lewo, ostro ścinając zakręt to następnej przeszkody, lecz moje serce pozostało bardzo niespokojnie... Wystraszyłam się strasznie i to nie na żarty.
Pierwszy raz mi się coś takiego zdarzyło, a kręgosłup miałam prosty i zdrowy! Korzystając z chwili nieuwagi, szybko wróciłam do stajni, gdzie zaczęłam w pośpiechu rozsiodływać swojego konia, kiedy zobaczyłam że ręce mi dygoczą całe, a ja nie panowałam całkowicie nad tym. Co się ze mną dzieje?! pytałam sama siebie nerwowo w głowie i starałam się chwycić szczotkę, lecz niestety nie mogłam. Błagam niech przestanie! Niech przestanie... myślałam spanikowana, przez co poczułam odruchowo jak mam nogi jak z waty.
Po chwili objawy znowu ustąpiły, tak samo szybko jak się pojawiły, choć ta chwila trwała dla mnie jakby wieczność. Byłam cała roztrzęsiona i szczerze mówiąc to miałam ochotę płakać w panice, ale na szczęście się powstrzymałam. Udało mi się złapać jednego ze stajennych, więc poprosiłam go o zajęcie się moim koniem, a ten widząc jaka jestem blada i zestresowana na szczęście się zgodził, za co mu bardzo podziękowałam i wróciłam czym prędzej do akademika, do swojego bezpiecznego azylu, czyli mojego pokoju. Nie pojawiłam się na następnych zajęciach, ale na szczęście na poczcie uczniowskiej mojej klasy była informacja że zajęcia zostały odwołane, więc miałam o tyle szczęście... Czytając dalej wiadomość dowiedziałam się o ognisku na terenie naszej akademii, ale nie byłam pewna czy tam pójść czy też nie.
Co ja miałam tam z nimi robić? I tak byłam ciągłym tematem drwin w szkole i nic nie zostało nie zauważone... Nowy koń którego ukradłam, nowe ubrania które też ukradłam... Albo napadłam na sklep, może wyżebrałam? Ciągle nie miałam spokoju, przez co czułam się już powoli zaszczuta... O! Zapomniałam wspomnieć o tym że niektórzy sądzą iż "daję dupy" nauczycielom by mi dawali różne rzeczy, co było już kompletnie obrzydliwe! Nie rozumiałam dlaczego oni nie mogli mi dać wszyscy spokoju... Chciałam tylko normalnie żyć i nic więcej! Siedząc na łóżku i próbując się uspokoić po rywalizacji jaka mieliśmy jeszcze godzinę temu, spojrzałam ponownie na swoje blade dłonie. Były paskudnie chude i brzydkie, tak samo jak cała ja... Wiecznie szkaradna i brzydka. Ludzie mi tak ciągle mówili, więc zaczęłam w to wierzyć. Z resztą ja sama nigdy za piękną się nie uważałam, co też mówi o mnie wszystko moja "pewność" siebie.
Przesiedziałam tak w pokoju do wieczora, kiedy w końcu postanowiłam się ruszyć i pójść chociaż zobaczyć na to niby ognisko. Nie miałam zamiaru tam długo siedzieć, z resztą pewnie i tam będę się źle czuła, wiedząc ile osób tam będzie. Postanowiłam jednak że chociaż zobaczę. Ubrałam na siebie ciepłą kurtkę, gdyż dzisiejsza noc była bardzo zimna, więc i nawet zamknęłam wcześniej okno, by nie wychładzać swojego pokoju przed spaniem. Zeszłam powoli na dół po chodach, gdzie po bokach siedzieli inni uczniowie, którzy podstawiali mi haki, więc prawie się przewróciłam i wybiłam zęby, ale sekretarka szkolna szybko pogoniła ich gdy sama musiała wejść na górę, a jej twardy i stanowczy ton głosu spowodował iż reszta bandy wróciła do swoich pokojów. Może strzelić sobie w głowę? Ale czym... Czy znajdę kiedyś jakiegoś przyjaciela albo przyjaciółkę? Jestem aż tak beznadziejna że nie mogę być taka jak inni? Boże za co? Czemu ja muszę się tak różnić od nich wszystkich? Co jest ze mną takiego nie tak? pomyślałam smutno i powlokłam się na to całe ognisko, przy którym było już pełno osób, tak więc usiadłam pod drzewem by nikomu nie przeszkadzać swoją obecnością, lecz ciepło ogniska nawet do mnie jeszcze docierało.
Inni żartowali i się śmiali, a ja nie potrafiłam zrozumieć dlaczego jestem tą "dziwaczką" czy też "dziwolągiem", za którego wszyscy mnie uważali. Też potrafiłam rozmawiać, też miałam marzenia... Może i nie byłam tak obeznana w świecie mody jak inni, czy też nie miałam własnego laptopa, ale czy na prawdę jestem przez to taka... głupia? Z resztą co ja się będę o tym rozpisywać czy opowiadać? Jak widać zawsze będę tylko głupim dziwolągiem i tyle. Udało mi się zdobyć jedną piankę, którą zjadłam, a tak to wsłuchiwałam się w szelest ogniska, próbując nie zwracać uwagi na głośne i donośne śmiechy innych. Nie wiedziałam nawet czy wygraliśmy te śmieszne zawody z których się zmyłam, ale pan Pol, który był tu obecny, raczej miał zamiar nam o tym powiedzieć. W pewnym momencie zauważyłam także i tego Rekera, który wylazł z mroku i usiadł niedaleko swojego przyjaciela, dużo bliżej ogniska. Nic tu po mnie... pomyślałam smutno, kiedy poczułam jak ktoś wylał na mnie sok.
- Patrz gdzie siadasz idioto, tylko przeszkadzasz - warknął zły chłopak.
- Plebsowi nie przetłumaczysz, pewnie nawet szkoły nie ukończyła - dodał jego koleżka.
No tak... czas by plebs się zwijał pomyślałam upokorzona. Nigdy nie potrafiłam się sama przed takowymi ludźmi bronić, a tym bardziej gdy wiedziałam że były to osoby silniejsze ode mnie... Oczywiście nie zostałam przeproszona czego można się raczej domyślić. Wstałam szybko i poszłam sobie, nie słuchając już nawet co tam dalej mówią, a na słowa pan Pola nie reagowałam i nawet nie wiedziałam co mówił. Miałam ochotę zapaść się głęboko pod ziemię! Wytarłam łzy w oczach by nie popłynęły mi po policzkach, a następnie wróciłam niczym pies do budy z podkulonym ogonem, do swojego pokoju, gdzie się jakoś przebrałam, a jedynym moim pocieszeniem była gorąca czekolada, która sobie zrobiłam i tabliczka czekolady, choć i tak było mi przykro i jadłam to by tylko nie czuć głodu. Kolejny raz wyszłaś na idiotkę Irma... Kolejny raz....
< Reker? ;3 nie miałam za bardzo pomysłu xdd Co mówił pan Pol? wygraliśmy? xdd >
No nie powiem często jeździliśmy na pamięć jak poznaliśmy swój tor, lecz teraz szybka jazda na zupełnie "obcym" torze, to było nie lada wyzwanie. Kiedy nadeszła kolej Rekera, było widać iż ta konkrecja nie sprawia mu żadnych kłopotów najmniejszych, a jego skoki były precyzyjne i dobrze rozporządził siłą konia tak by mógł przetrwać cały tor crossowy. Szkoda że widzi w nas tylko robaki które trzeba szybko zgnieść... przeszło mi przez myśl, kiedy nadeszła kolej Will'a. Oczywiście nasz "mistrz" spruł się szybko po swoim pokazie, bo po co ma patrzeć na "hołotę" jak jeździ prawda? Z jednej strony było to wkurzające, a z drugiej bardzo przykre. Wiedzieliśmy wszyscy że uważał się za lepszego od wszystkich co nie było w ogóle przyjemne.
Ciekawe czy przez jego wywyższanie się nie rozpadł się aby czasem ten jego zespół wcześniejszy przeszło mi przez myśl, kiedy Will był w połowie toru. Może i miał tam jakieś problemy, ale co z tego? On ma kasę i może odejść w każdej chwili z tej akademii i pójść sobie może gdzie chce... Mnie ojciec codziennie lał z pięści po mordzie i nikt się nade mną nie użalał nigdy! Nigdy nie miałam przyjaciela czy też przyjaciółki, nigdy nie byłam lubiana w szkole, ciągle mnie dręczono w szkole jak i po jak mnie dorwali czasem, bo nie zdążyłam im uciec, a na koniec torturowanie przez ojca w domu. Jeszce podwójnie mi się dostawało, bo chroniłam własnym ciałem siostrę. I co miałam łatwo? Nie... ale nikt tego nie zrozumie nigdy, zwłaszcza takie bogate dzieciaki, bo ich zdaniem to na pewno dobrze że nas ktoś leje i się znęca, bo oni plebsu nienawidzą. Szczerze to miałam ochotę opuścić tą akademię już raz na zawsze, bo miałam dość że ciągle i tutaj ze mnie wszyscy szydzą.
Myślicie że moje prześladowania się skończyły?
Otóż nie! Codziennie się ze mnie nabijali i było mi ciężko, to jeszcze taki Rekerek sobie przyjdzie by jeszcze bardziej człowieka zgnoić i zrównać całkowicie z błotem. Kiedy przyszła moja kolej, starałam się jak najlepiej przejechać cały tor i najszybciej, lecz w pewnym momencie, gdy musiałam skręcić w lewo nagle cała ręka lewa aż do ramienia mi zdrętwiała! Normalnie jej nie czułam! Mimo iż miałam rękę zaciśniętą na wodzach, to jej nie czułam! Wpadłam przez chwilę w duchu w panikę, lecz na szczęście to uczucie ie trwało długo, więc zaraz skręciłam mocno koniem w lewo, ostro ścinając zakręt to następnej przeszkody, lecz moje serce pozostało bardzo niespokojnie... Wystraszyłam się strasznie i to nie na żarty.
Pierwszy raz mi się coś takiego zdarzyło, a kręgosłup miałam prosty i zdrowy! Korzystając z chwili nieuwagi, szybko wróciłam do stajni, gdzie zaczęłam w pośpiechu rozsiodływać swojego konia, kiedy zobaczyłam że ręce mi dygoczą całe, a ja nie panowałam całkowicie nad tym. Co się ze mną dzieje?! pytałam sama siebie nerwowo w głowie i starałam się chwycić szczotkę, lecz niestety nie mogłam. Błagam niech przestanie! Niech przestanie... myślałam spanikowana, przez co poczułam odruchowo jak mam nogi jak z waty.
Po chwili objawy znowu ustąpiły, tak samo szybko jak się pojawiły, choć ta chwila trwała dla mnie jakby wieczność. Byłam cała roztrzęsiona i szczerze mówiąc to miałam ochotę płakać w panice, ale na szczęście się powstrzymałam. Udało mi się złapać jednego ze stajennych, więc poprosiłam go o zajęcie się moim koniem, a ten widząc jaka jestem blada i zestresowana na szczęście się zgodził, za co mu bardzo podziękowałam i wróciłam czym prędzej do akademika, do swojego bezpiecznego azylu, czyli mojego pokoju. Nie pojawiłam się na następnych zajęciach, ale na szczęście na poczcie uczniowskiej mojej klasy była informacja że zajęcia zostały odwołane, więc miałam o tyle szczęście... Czytając dalej wiadomość dowiedziałam się o ognisku na terenie naszej akademii, ale nie byłam pewna czy tam pójść czy też nie.
Co ja miałam tam z nimi robić? I tak byłam ciągłym tematem drwin w szkole i nic nie zostało nie zauważone... Nowy koń którego ukradłam, nowe ubrania które też ukradłam... Albo napadłam na sklep, może wyżebrałam? Ciągle nie miałam spokoju, przez co czułam się już powoli zaszczuta... O! Zapomniałam wspomnieć o tym że niektórzy sądzą iż "daję dupy" nauczycielom by mi dawali różne rzeczy, co było już kompletnie obrzydliwe! Nie rozumiałam dlaczego oni nie mogli mi dać wszyscy spokoju... Chciałam tylko normalnie żyć i nic więcej! Siedząc na łóżku i próbując się uspokoić po rywalizacji jaka mieliśmy jeszcze godzinę temu, spojrzałam ponownie na swoje blade dłonie. Były paskudnie chude i brzydkie, tak samo jak cała ja... Wiecznie szkaradna i brzydka. Ludzie mi tak ciągle mówili, więc zaczęłam w to wierzyć. Z resztą ja sama nigdy za piękną się nie uważałam, co też mówi o mnie wszystko moja "pewność" siebie.
Przesiedziałam tak w pokoju do wieczora, kiedy w końcu postanowiłam się ruszyć i pójść chociaż zobaczyć na to niby ognisko. Nie miałam zamiaru tam długo siedzieć, z resztą pewnie i tam będę się źle czuła, wiedząc ile osób tam będzie. Postanowiłam jednak że chociaż zobaczę. Ubrałam na siebie ciepłą kurtkę, gdyż dzisiejsza noc była bardzo zimna, więc i nawet zamknęłam wcześniej okno, by nie wychładzać swojego pokoju przed spaniem. Zeszłam powoli na dół po chodach, gdzie po bokach siedzieli inni uczniowie, którzy podstawiali mi haki, więc prawie się przewróciłam i wybiłam zęby, ale sekretarka szkolna szybko pogoniła ich gdy sama musiała wejść na górę, a jej twardy i stanowczy ton głosu spowodował iż reszta bandy wróciła do swoich pokojów. Może strzelić sobie w głowę? Ale czym... Czy znajdę kiedyś jakiegoś przyjaciela albo przyjaciółkę? Jestem aż tak beznadziejna że nie mogę być taka jak inni? Boże za co? Czemu ja muszę się tak różnić od nich wszystkich? Co jest ze mną takiego nie tak? pomyślałam smutno i powlokłam się na to całe ognisko, przy którym było już pełno osób, tak więc usiadłam pod drzewem by nikomu nie przeszkadzać swoją obecnością, lecz ciepło ogniska nawet do mnie jeszcze docierało.
Inni żartowali i się śmiali, a ja nie potrafiłam zrozumieć dlaczego jestem tą "dziwaczką" czy też "dziwolągiem", za którego wszyscy mnie uważali. Też potrafiłam rozmawiać, też miałam marzenia... Może i nie byłam tak obeznana w świecie mody jak inni, czy też nie miałam własnego laptopa, ale czy na prawdę jestem przez to taka... głupia? Z resztą co ja się będę o tym rozpisywać czy opowiadać? Jak widać zawsze będę tylko głupim dziwolągiem i tyle. Udało mi się zdobyć jedną piankę, którą zjadłam, a tak to wsłuchiwałam się w szelest ogniska, próbując nie zwracać uwagi na głośne i donośne śmiechy innych. Nie wiedziałam nawet czy wygraliśmy te śmieszne zawody z których się zmyłam, ale pan Pol, który był tu obecny, raczej miał zamiar nam o tym powiedzieć. W pewnym momencie zauważyłam także i tego Rekera, który wylazł z mroku i usiadł niedaleko swojego przyjaciela, dużo bliżej ogniska. Nic tu po mnie... pomyślałam smutno, kiedy poczułam jak ktoś wylał na mnie sok.
- Patrz gdzie siadasz idioto, tylko przeszkadzasz - warknął zły chłopak.
- Plebsowi nie przetłumaczysz, pewnie nawet szkoły nie ukończyła - dodał jego koleżka.
No tak... czas by plebs się zwijał pomyślałam upokorzona. Nigdy nie potrafiłam się sama przed takowymi ludźmi bronić, a tym bardziej gdy wiedziałam że były to osoby silniejsze ode mnie... Oczywiście nie zostałam przeproszona czego można się raczej domyślić. Wstałam szybko i poszłam sobie, nie słuchając już nawet co tam dalej mówią, a na słowa pan Pola nie reagowałam i nawet nie wiedziałam co mówił. Miałam ochotę zapaść się głęboko pod ziemię! Wytarłam łzy w oczach by nie popłynęły mi po policzkach, a następnie wróciłam niczym pies do budy z podkulonym ogonem, do swojego pokoju, gdzie się jakoś przebrałam, a jedynym moim pocieszeniem była gorąca czekolada, która sobie zrobiłam i tabliczka czekolady, choć i tak było mi przykro i jadłam to by tylko nie czuć głodu. Kolejny raz wyszłaś na idiotkę Irma... Kolejny raz....
< Reker? ;3 nie miałam za bardzo pomysłu xdd Co mówił pan Pol? wygraliśmy? xdd >
11.08.2018
Od Rekera cd. Irmy
Strata czasu - pomyślałem, gdy do moich uszu dotarł komunikat dotyczący tych śmiesznych zawodów międzyklasowych. Liczyłem na porządny trening, a nie na jakieś śmieszne zabawy polegające na tym, kto pierwszy zaliczy glebę, bądź uderzy łbem o wypłowiałą hydrę. Miałem już po cichu oddalać się w stronę prywatnej stajni, lecz powstrzymał mnie od tego nagły ucisk napierający na moje obolałe ramie. Odwracając się w stronę agresora, jak zwykle ujrzałem twarz swojego przyjaciela, którym był nie kto inny jak Jay. Posyłając mu obwiniające spojrzenie, wyszarpnąłem się sprytnie spod jego "terroru" oraz bez poczucia winy, stanąłem kilka kroków dalej od niego.
- Czego chcesz? - warknąłem nie słuchając ględzącego nauczyciela - Spierdzielaj lizać się z Irmą skoro jest taka dla ciebie cudna - dorzuciłem z agresją, starając się nie zwracać na niego uwagi. Nie miałem dzisiaj humoru na jakiekolwiek zaczepki, które dość często pojawiały się z jego strony. Tak trudno zrozumieć, iż mam ciężki dzień? Najchętniej to w ogóle nie wychodziłbym z łóżka i nic nie jadł. A propo pustego żołądka... Powoli przez brak śniadania zacząłem odczuwać w nim ostre skurcze, lecz na całe szczęście nie ukazywał on tego przez dźwięk.
- Co z tobą? Zachowujesz się jakby miał nastąpić zaraz koniec świata - westchnął przytrzymując swojego wierzchowca, który po treningu ujeżdżenia był straszliwie rozgrzany. Gdy patrzyło się na niego pod odpowiednim kątem, dało się ujrzeć parę uciekającą z jego ciała.
- A co cię to interesuje co? - prychnąłem, zadzierając nos ku niebu - Ojciec mnie ciągle wkurwia i taka jest prawda. Ma mnie w dupie, a jak zaczynam chorować to z litości chce się mną zająć. Wywalił mnie do tej dziury, bo zrobił sobie kolejnego bachora, którego wychowa sobie tak by nie był taki jak ja. Może jak zdechnę to będzie zadowolony - dodałem ciszej, nie chcąc zwrócić na siebie uwagi innych uczniów, którzy znając życie roznieśliby o mnie plotę po calutkiej szkole. Widząc zaskoczenie malujące się na twarzy niższego ode mnie chłopaka, odepchnąłem go od siebie, co ładnie powiązało się z upomnieniem rzuconym przez pana Ernosa.
- Reker! Jay! Nie warczeć mi na siebie! - burknął z niezadowoleniem, uważnie się nam przyglądając - Reker grupa pierwsza, Jay druga. Mam nadzieję, że dacie z siebie wszystko, ponieważ nagrody są dość ciekawe - zaśmiał się cicho, nie chcąc zdradzać reszty szczegółów. Przewracając na to jedynie oczami, postanowiłem wsadzić lewą nogę w czarne strzemię, a następnie dzięki sile w prawej kończynie, dostać się na grzbiet skarogniadego ogiera. Jak się okazało, w mojej drużynie jak zwykle było pełno patałachów pokroju Irmy, czy też Will'a. Cepy, cepy i jeszcze raz cepy! I my mamy to niby wygrać?! Porażka jakaś. Ten typ zrobił to specjalnie! - wrzeszczałem w myślach, nie mając zamiaru odezwać się choćby najcichszym słowem do tej wieśniackiej kompanii. Na pierwszy strzał posłano Jeremiego, którego opasła klacz próbowała, rozgrzebać kopytem resztki pozostałych na torze mleczy. Starając się tego nie skomentować, przebadałem czujnym wzrokiem cały, wyznaczony dla naszej grupy tor. Kłoda, stół, hydra, kłoda,beczka, kłoda, schodki, hydra, pochylnia, stół - wymieniałem w myślach, licząc na to, iż nikt niczego nie schrzani. Byliśmy nieco w tyle, przez ociągającego się, jak stara baba Michaela, ale mieliśmy jeszcze dużo czasu, aby to naprawić. Kiedy nadeszła moja kolej, od razu dałem znak Blackiemu, by ruszył przed siebie pełną parą. Jego umięśnione ciało było narażane przeze mnie teraz na ogromny wysiłek. Cross bez dwóch zdań był jedną z najcięższych dyscyplin jeździeckich. Niedoświadczony jeździec mógł przez przypadek zajechać swojego wierzchowca, gdyż nie potrafiłby rozłożyć jego sił na cały czas szaleńczego galopu. Przeskakują z ogromnym wdziękiem jedną z wyrastających przede mną kłód, poczułem jak przez moje palce przebiega dziwne uczucie podniecenia. Było to zapewne związane z rywalizacją jakiej dawno nie doświadczałem. Monotonne powtarzanie jednych i tych samych ćwiczeń, spowodowało u mnie lekkie rozleniwienie, co strasznie mi się nie podobało. Docierając na ostatnią prostą, starałem się wycisnąć z ogiera jak największą moc co przyniosło oczekiwany przeze mnie efekt wygrania ze swoim przeciwnikiem. Korzystając z powstałego zamieszania, prześlizgnąłem się powoli cieniami w stronę wyjścia z toru, a następnie spokojnym krokiem odprowadziłem zdyszanego rumaka do stajni, gdzie po cichu zająłem się jego rozsiodłaniem oraz czyszczeniem. Upewniając się, że wszystko zrobiłem dobrze, nie zwracając na siebie uwagi, ruszyłem w stronę wyjścia z uniwersytetu. Musiałem przez jakiś czas pobyć sam i odpocząć od tego bajzlu. Zapewne nikt z tego zadowolony nie będzie, ale kto by tam mnie szukał? Pewnie pomyślą, iż znowu obraziłem się na cały świat i poszedłem do swojego pokoju, do którego nikt nigdy nie zapuka. Wymijając wodniste kałuże, poprawiłem na sobie przydługawą kurtkę, zacząłem kierować się w stronę gęstego lasu, który zapewne latem prezentował się bardzo oszałamiająco.
- Czego chcesz? - warknąłem nie słuchając ględzącego nauczyciela - Spierdzielaj lizać się z Irmą skoro jest taka dla ciebie cudna - dorzuciłem z agresją, starając się nie zwracać na niego uwagi. Nie miałem dzisiaj humoru na jakiekolwiek zaczepki, które dość często pojawiały się z jego strony. Tak trudno zrozumieć, iż mam ciężki dzień? Najchętniej to w ogóle nie wychodziłbym z łóżka i nic nie jadł. A propo pustego żołądka... Powoli przez brak śniadania zacząłem odczuwać w nim ostre skurcze, lecz na całe szczęście nie ukazywał on tego przez dźwięk.
- Co z tobą? Zachowujesz się jakby miał nastąpić zaraz koniec świata - westchnął przytrzymując swojego wierzchowca, który po treningu ujeżdżenia był straszliwie rozgrzany. Gdy patrzyło się na niego pod odpowiednim kątem, dało się ujrzeć parę uciekającą z jego ciała.
- A co cię to interesuje co? - prychnąłem, zadzierając nos ku niebu - Ojciec mnie ciągle wkurwia i taka jest prawda. Ma mnie w dupie, a jak zaczynam chorować to z litości chce się mną zająć. Wywalił mnie do tej dziury, bo zrobił sobie kolejnego bachora, którego wychowa sobie tak by nie był taki jak ja. Może jak zdechnę to będzie zadowolony - dodałem ciszej, nie chcąc zwrócić na siebie uwagi innych uczniów, którzy znając życie roznieśliby o mnie plotę po calutkiej szkole. Widząc zaskoczenie malujące się na twarzy niższego ode mnie chłopaka, odepchnąłem go od siebie, co ładnie powiązało się z upomnieniem rzuconym przez pana Ernosa.
- Reker! Jay! Nie warczeć mi na siebie! - burknął z niezadowoleniem, uważnie się nam przyglądając - Reker grupa pierwsza, Jay druga. Mam nadzieję, że dacie z siebie wszystko, ponieważ nagrody są dość ciekawe - zaśmiał się cicho, nie chcąc zdradzać reszty szczegółów. Przewracając na to jedynie oczami, postanowiłem wsadzić lewą nogę w czarne strzemię, a następnie dzięki sile w prawej kończynie, dostać się na grzbiet skarogniadego ogiera. Jak się okazało, w mojej drużynie jak zwykle było pełno patałachów pokroju Irmy, czy też Will'a. Cepy, cepy i jeszcze raz cepy! I my mamy to niby wygrać?! Porażka jakaś. Ten typ zrobił to specjalnie! - wrzeszczałem w myślach, nie mając zamiaru odezwać się choćby najcichszym słowem do tej wieśniackiej kompanii. Na pierwszy strzał posłano Jeremiego, którego opasła klacz próbowała, rozgrzebać kopytem resztki pozostałych na torze mleczy. Starając się tego nie skomentować, przebadałem czujnym wzrokiem cały, wyznaczony dla naszej grupy tor. Kłoda, stół, hydra, kłoda,beczka, kłoda, schodki, hydra, pochylnia, stół - wymieniałem w myślach, licząc na to, iż nikt niczego nie schrzani. Byliśmy nieco w tyle, przez ociągającego się, jak stara baba Michaela, ale mieliśmy jeszcze dużo czasu, aby to naprawić. Kiedy nadeszła moja kolej, od razu dałem znak Blackiemu, by ruszył przed siebie pełną parą. Jego umięśnione ciało było narażane przeze mnie teraz na ogromny wysiłek. Cross bez dwóch zdań był jedną z najcięższych dyscyplin jeździeckich. Niedoświadczony jeździec mógł przez przypadek zajechać swojego wierzchowca, gdyż nie potrafiłby rozłożyć jego sił na cały czas szaleńczego galopu. Przeskakują z ogromnym wdziękiem jedną z wyrastających przede mną kłód, poczułem jak przez moje palce przebiega dziwne uczucie podniecenia. Było to zapewne związane z rywalizacją jakiej dawno nie doświadczałem. Monotonne powtarzanie jednych i tych samych ćwiczeń, spowodowało u mnie lekkie rozleniwienie, co strasznie mi się nie podobało. Docierając na ostatnią prostą, starałem się wycisnąć z ogiera jak największą moc co przyniosło oczekiwany przeze mnie efekt wygrania ze swoim przeciwnikiem. Korzystając z powstałego zamieszania, prześlizgnąłem się powoli cieniami w stronę wyjścia z toru, a następnie spokojnym krokiem odprowadziłem zdyszanego rumaka do stajni, gdzie po cichu zająłem się jego rozsiodłaniem oraz czyszczeniem. Upewniając się, że wszystko zrobiłem dobrze, nie zwracając na siebie uwagi, ruszyłem w stronę wyjścia z uniwersytetu. Musiałem przez jakiś czas pobyć sam i odpocząć od tego bajzlu. Zapewne nikt z tego zadowolony nie będzie, ale kto by tam mnie szukał? Pewnie pomyślą, iż znowu obraziłem się na cały świat i poszedłem do swojego pokoju, do którego nikt nigdy nie zapuka. Wymijając wodniste kałuże, poprawiłem na sobie przydługawą kurtkę, zacząłem kierować się w stronę gęstego lasu, który zapewne latem prezentował się bardzo oszałamiająco.
Irma? ;3
Potrzebuje nieco ochłonąć ;c Jak tam wam poszły zawody? Nikt się nie zorientuje pewnie, że go nie ma.
Od Irmy cd. Rekera
Widząc jak chłopak się oddala, miałam ochotę go jeszcze bardziej ukatrupić. Nie dość że wziął mojego konia, to jeszcze musiałam oporządzić swojego konia. Może i nie mam konia za kilka milionów dolarów, ale mój koń nie jest byle jaki pomyślałam i zaczęłam prowadzić swojego konia do stajni, która nadal była tak dziwna dla mnie. Szczerze to wolałabym konia trzymać tak gdzie są konie stajenne, bo tam przynajmniej nie ma tych wszystkich wścibskich oczu. Rozbił mi resztę dnia całkowicie, a widząc jak Touch Down jest spięty cały, pogłaskałam go delikatnie po szyi by nieco się uspokoił. Był dopiero kilka godzin w stajni po pięciodniowej jeździe w przyczepie… A ten baran go wziął jak zabawkę i jeszcze jego oraz mnie obraził. Martwiłam się gdyż taki stres dla zmęczonego taką wielką podróżą konia, mógł skończyć się nawet kolką albo rozstrojem zdrowia! Ale skąd taki bogaty bachor jak on mógł to niby wiedzieć? Przecież w poprzednim jego życiu w innych i super, ekstra wypasionych stajniach za miliardy dolarów, wszystko robili stajenni… Mam już dość pomyślałam wyczerpana, po czym wprowadziłam ogiera do jego boksu, gdzie poczuł się bezpiecznie.
- Stój grzecznie – powiedziałam cicho i zaczęłam go rozsiodływać, lecz w duszy bolało mnie że kolejna osoba mnie upokarza specjalnie by mi pokazać iż jestem ta gorsza od reszty. Zdejmując siodło z czaprakiem, zobaczyłam jak bardzo blade mam ręce. Pomyślałam że to przez brak słońca, lecz dużo raczej trenowaliśmy na świeżym powietrzu, więc zwaliłam to na zwykłe przemęczenie. Odłożyłam wszystko na bok, wraz z ogłowiem, a następnie zaczęłam osuszać zmęczonego ogiera.
- Nie przejmuj się nim, czasem lubi sobie ponarzekać – usłyszałam nagle za sobą, więc nieco się odwróciłam na chwilę by zobaczyć kto to. Był to oczywiście ten cały Jay, czyli przyjaciel Rekera. Nie chcąc na niego patrzeć odwróciłam się znowu do niego plecami, nie mając zamiaru z nim gadać, co dobitnie pokazałam swoją postawą ciała.
- No daj spokój, na mnie też jesteś zła? - odezwał się znowu.
- A jak myślisz? - prychnęłam lekko niczym rozzłoszczony pies, któremu coś się nie podoba z czynności, jakie robi jego właściciel.
- Twój koń jest dobry, tylko po prostu Reker miał zły dzień… Zawsze na wszystkich psioczy wtedy, w taki dzień – tłumaczył go.
- Miał zły dzień? To czemu ruszał mojego konia? - spytałam zła i się do niego obróciłam, a wtedy zobaczyłam że chłopak opiera się o drzwiczki boksu Touch Downa.
- Chcieliśmy go tylko przetestować, nie denerwuj się tak – odparł spokojnie, jakby mówił o pogodzie.
- Będę się denerwować, bo on jechał aż pięć dni w przyczepie i jest w nowej stajni dopiero kilka godzin… Myślisz że dla niego nagły trening po takiej podróży, to nic stresującego? - spytałam świdrując go złym wzrokiem – Nie powinien w ogóle był opuszczać dzisiaj boksu bo powinien odpocząć, a wy go przegoniliście jak zabawkę jakąś – dodałam.
- Nie wiedzieliśmy… - powiedział tylko, na chwilę spuszczając wzrok w świeże siano, którym był usłany boks mojego ogiera.
- Wy byście tak swoim koniom za miliony nie zrobili… A mój jest waszym zdaniem gówniany, bo nie kosztował tyle co wasz i go sobie zabieracie bez pozwolenia z boksu i sobie na nim jeździcie jakby nigdy nic… - fuknęłam zła – Oby się przez was nie rozchorował – dodałam ponownie się odwracając i osuszając konia, który niespokojnie strzygł uszami.
- Twój koń też jest dobry… ma prawo być zmęczony po takiej podróży… - powiedział ciszej i usłyszałam że wszedł do boksu, więc na niego uważniej spojrzałam – Pomogę Ci… - dodał, po czym sam wziął ręcznik i zaczął mi pomagać w jego osuszaniu.
- Twój przyjaciel nie wstał? - spytałam wykonując kolejną figurę ujeżdżania.
- Nie… Pewnie zaspał, ale da sobie na pewno radę z odrobieniem tych zajęć, więc się nie martwię – odparł spokojnie wykonując taką samą figurę co ja.
- Zawsze tak ma? - spytałam.
- Nie zawsze, ale też i ostatnio żre się z ojcem, więc na pewno i to wpływa bardzo na niego – powiedział nieco więcej, co przyznam iż mnie zainteresowało.
- No popatrz, a myślałam że wszystkie bogate dzieciaki są takie zawsze – odparłam żartobliwie.
- No popatrz, a ja myślałem że wszystkie uboższe kobiety są mniej wygadane – dodał swoje żartobliwie, na co lekko się uśmiechnęłam. W międzyczasie pojawił się także i nasz śpioch Reker, który tak odpyskował do nauczyciela, że aż zresztą grupy zaniemówiliśmy. Wiedziałam że pan Marcus Dewidelio jest na niego bardzo zły i że da mu nauczkę za to niesamowitą. Co jak co, ale Reker nie powinien był tak odpyskowywać do niego, zwłaszcza iż też i do niego należała decyzja, czy ma reprezentować akademię czy też nie… Niby nie był jakiś mściwy, ale to też człowiek, a chłopak potraktował go bardzo nieładnie i nie okazał za grosz szacunku.
- Doigra się – usłyszałam ciche szepty innych uczniów z naszej grupy.
- Co go ugryzło? - spytałam cicho Jay’a, patrząc na niego.
- Nie wiem… ale raczej coś się stało, skoro tak się zachowuje – bąknął cicho.
- Jego „stało się” jest niemalże codziennie – mruknęłam do niego – Jeszcze raz się tak zachowa, a na zbity pysk go wywalą, a to się równa z tym że do żadnej innej akademii też go nie przyjmą bo wszystko idzie do dokumentów – dodałam mówiąc nieco ciszej.
- Wiem… - westchnął – Porozmawiam z nim później – dodał.
- Oby to coś dało – odparłam cicho, a wtedy nauczyciel kazał nam iść na zajęcia crossowe, które mieliśmy mieć z panem Polem. Nie wiele myśląc ruszyliśmy tam całą naszą grupą, nie chcąc spóźnić się na zajęcia.
- Skoro już wszyscy są, to czas wam ogłosić konkurs międzyklasowy – odezwał się nagle pan Pol, czym zwrócił większą uwagę wszystkich.
- Jaki konkurs? - spytał zaciekawiony Will.
- Już mówię – uśmiechnął się nieco pan Pol – Otóż ta drużyna, która wygra, nie będzie musiała zaliczać końcowego egzaminu z crossu, dodatkowo taka drużyna dostanie medale i pewne łakocie, ale nie będę mówić jakie – dodał tajemniczo się uśmiechając.
- Jak zostaniemy podzieleni? - spytał ktoś inny.
- Wasza klasa zostanie podzielona na dwie części ze tak powiem… - zaczął – Tak samo będzie zresztą klas – dodał i zaczął nam wszystko wyjaśniać.
< Reker? ;3 nie bocz się ciągle xdd Będzie Irma w Twojej drużynie? Xdd >
- Stój grzecznie – powiedziałam cicho i zaczęłam go rozsiodływać, lecz w duszy bolało mnie że kolejna osoba mnie upokarza specjalnie by mi pokazać iż jestem ta gorsza od reszty. Zdejmując siodło z czaprakiem, zobaczyłam jak bardzo blade mam ręce. Pomyślałam że to przez brak słońca, lecz dużo raczej trenowaliśmy na świeżym powietrzu, więc zwaliłam to na zwykłe przemęczenie. Odłożyłam wszystko na bok, wraz z ogłowiem, a następnie zaczęłam osuszać zmęczonego ogiera.
- Nie przejmuj się nim, czasem lubi sobie ponarzekać – usłyszałam nagle za sobą, więc nieco się odwróciłam na chwilę by zobaczyć kto to. Był to oczywiście ten cały Jay, czyli przyjaciel Rekera. Nie chcąc na niego patrzeć odwróciłam się znowu do niego plecami, nie mając zamiaru z nim gadać, co dobitnie pokazałam swoją postawą ciała.
- No daj spokój, na mnie też jesteś zła? - odezwał się znowu.
- A jak myślisz? - prychnęłam lekko niczym rozzłoszczony pies, któremu coś się nie podoba z czynności, jakie robi jego właściciel.
- Twój koń jest dobry, tylko po prostu Reker miał zły dzień… Zawsze na wszystkich psioczy wtedy, w taki dzień – tłumaczył go.
- Miał zły dzień? To czemu ruszał mojego konia? - spytałam zła i się do niego obróciłam, a wtedy zobaczyłam że chłopak opiera się o drzwiczki boksu Touch Downa.
- Chcieliśmy go tylko przetestować, nie denerwuj się tak – odparł spokojnie, jakby mówił o pogodzie.
- Będę się denerwować, bo on jechał aż pięć dni w przyczepie i jest w nowej stajni dopiero kilka godzin… Myślisz że dla niego nagły trening po takiej podróży, to nic stresującego? - spytałam świdrując go złym wzrokiem – Nie powinien w ogóle był opuszczać dzisiaj boksu bo powinien odpocząć, a wy go przegoniliście jak zabawkę jakąś – dodałam.
- Nie wiedzieliśmy… - powiedział tylko, na chwilę spuszczając wzrok w świeże siano, którym był usłany boks mojego ogiera.
- Wy byście tak swoim koniom za miliony nie zrobili… A mój jest waszym zdaniem gówniany, bo nie kosztował tyle co wasz i go sobie zabieracie bez pozwolenia z boksu i sobie na nim jeździcie jakby nigdy nic… - fuknęłam zła – Oby się przez was nie rozchorował – dodałam ponownie się odwracając i osuszając konia, który niespokojnie strzygł uszami.
- Twój koń też jest dobry… ma prawo być zmęczony po takiej podróży… - powiedział ciszej i usłyszałam że wszedł do boksu, więc na niego uważniej spojrzałam – Pomogę Ci… - dodał, po czym sam wziął ręcznik i zaczął mi pomagać w jego osuszaniu.
♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣
Będąc na treningu ujeżdżania, wypadło jakoś tak iż nasz nauczyciel przydzielił mnie do Jay’a, który z tego co widziałam, czuł się jak ryba w wodzie przy ujeżdżaniu, podczas gdy ja i niektórzy jeźdźcy nie za bardzo pałaliśmy „miłością” do ujeżdżania. Niby tam niezwykłe że koń potrafi robić takie figury, lecz tu nie było żadnego takiego dreszczyku emocji ani nic… Skoki czy cross, to prawdziwe konkurencje przy których trzeba niebywale się skupić i mocniej działać nogami i rękami, nie licząc oczywiście głowy, gdyż dobrze trzeba ułożyć strategię. Trzeba wiedzieć jak sterować siłą konia tak by nie rozwalić się o dana przeszkodę, oraz by koń właściwie ją przeskoczył, a to nie lada wyzwanie! W ujeżdżaniu czułam się zawsze tak… dziwnie, gdyż miałam wrażenie że to koń sam sobie wykonuje różne figury, a ja siedziałam tak jakbym była niemalże martwa wtedy na wierzchowcu. U mnie raczej nigdy nie będzie szans na to bym pokochała ujeżdżanie jak co poniektórzy ale cóż, każdy jest inny! Wracając do zajęć, to nawet dobrze szło mnie i Jay’owi, z którym nawet miło mi się cicho rozmawiało. Mój nowy koń także spisywał się świetnie i za nic w świecie bym go teraz nie oddała. - Twój przyjaciel nie wstał? - spytałam wykonując kolejną figurę ujeżdżania.
- Nie… Pewnie zaspał, ale da sobie na pewno radę z odrobieniem tych zajęć, więc się nie martwię – odparł spokojnie wykonując taką samą figurę co ja.
- Zawsze tak ma? - spytałam.
- Nie zawsze, ale też i ostatnio żre się z ojcem, więc na pewno i to wpływa bardzo na niego – powiedział nieco więcej, co przyznam iż mnie zainteresowało.
- No popatrz, a myślałam że wszystkie bogate dzieciaki są takie zawsze – odparłam żartobliwie.
- No popatrz, a ja myślałem że wszystkie uboższe kobiety są mniej wygadane – dodał swoje żartobliwie, na co lekko się uśmiechnęłam. W międzyczasie pojawił się także i nasz śpioch Reker, który tak odpyskował do nauczyciela, że aż zresztą grupy zaniemówiliśmy. Wiedziałam że pan Marcus Dewidelio jest na niego bardzo zły i że da mu nauczkę za to niesamowitą. Co jak co, ale Reker nie powinien był tak odpyskowywać do niego, zwłaszcza iż też i do niego należała decyzja, czy ma reprezentować akademię czy też nie… Niby nie był jakiś mściwy, ale to też człowiek, a chłopak potraktował go bardzo nieładnie i nie okazał za grosz szacunku.
- Doigra się – usłyszałam ciche szepty innych uczniów z naszej grupy.
- Co go ugryzło? - spytałam cicho Jay’a, patrząc na niego.
- Nie wiem… ale raczej coś się stało, skoro tak się zachowuje – bąknął cicho.
- Jego „stało się” jest niemalże codziennie – mruknęłam do niego – Jeszcze raz się tak zachowa, a na zbity pysk go wywalą, a to się równa z tym że do żadnej innej akademii też go nie przyjmą bo wszystko idzie do dokumentów – dodałam mówiąc nieco ciszej.
- Wiem… - westchnął – Porozmawiam z nim później – dodał.
- Oby to coś dało – odparłam cicho, a wtedy nauczyciel kazał nam iść na zajęcia crossowe, które mieliśmy mieć z panem Polem. Nie wiele myśląc ruszyliśmy tam całą naszą grupą, nie chcąc spóźnić się na zajęcia.
♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣♣
Będąc już na torze crossowym, od razu podszedł do nas nasz wychowawca, który uważnie na nas spojrzał, sprawdzając czy wszyscy aby na pewno są na swoich miejscach. Reker o dziwo też był i nie wrócił do swojego pokoju, tak jak myślałam na początku, ale widać było iż nadal się na wszystko i wszystkich niesamowicie boczył. - Skoro już wszyscy są, to czas wam ogłosić konkurs międzyklasowy – odezwał się nagle pan Pol, czym zwrócił większą uwagę wszystkich.
- Jaki konkurs? - spytał zaciekawiony Will.
- Już mówię – uśmiechnął się nieco pan Pol – Otóż ta drużyna, która wygra, nie będzie musiała zaliczać końcowego egzaminu z crossu, dodatkowo taka drużyna dostanie medale i pewne łakocie, ale nie będę mówić jakie – dodał tajemniczo się uśmiechając.
- Jak zostaniemy podzieleni? - spytał ktoś inny.
- Wasza klasa zostanie podzielona na dwie części ze tak powiem… - zaczął – Tak samo będzie zresztą klas – dodał i zaczął nam wszystko wyjaśniać.
< Reker? ;3 nie bocz się ciągle xdd Będzie Irma w Twojej drużynie? Xdd >
Od Alex Cd. Thomas'a
Perspektywa jajecznicy zniknęła tak samo szybko, jak się pojawiła. Mój
żołądek musiał zaspokoić się płatkami. Siedzieliśmy teraz oboje na
blacie stołu.
- Nudzi Ci się? - Thomas zapytał i złapał w tym samym czasie za kolano.
- Trochę wyżej i już podchodziłoby to pod molestowanie. - Zaśmiałam się i zrobiłam to samo co on. Jednak po chwili zabrałam rękę.
- Zawstydziłaś się?
- Niestety nie zgadłeś. Twoje kolano nie jest tak podniecające, jak płatki. - Nowy znajomy chwilę jeszcze mnie potrzymał, po czym zajął się jedzeniem.
Oboje skończyliśmy mniej więcej w tym samym czasie. Odstawiłam do pustej zmywarki naczynie, chłopak zrobił to samo.
- Spadamy? - Zapytał.
- Chyba tak.
Skierowaliśmy swoje kroki w stronę pokoi. Thomas mieszkał piętro niżej więc można powiedzieć, że to ja go odprowadziłam.
- To chyba koniec na dziś. - Odpowiedziałam po dłuższej chwili ciszy.
- Na to wygląda. Dobranoc.
- Dobranoc golasie. - Nie mogłam sobie po prostu pozwolić, aby tego nie powiedzieć. Zaśmiałam się i ruszyłam w swoim kierunku.
***
Sobota. Jakie piękne słowo, a do tego, jeśli jeszcze obok stoi słowo wolna to już powinno uchodzić za ósmy cud świata. Otworzyłam leniwie oczy i ospale się przeciągnęłam. W nogach na pościeli leżała Tora. Suczka, czując, że już nie śpię zaczęła merdać ogonem. Podniosłam swoje ciało do pozycji siedzącej i podrapałam moje maleństwo.
- Głodna? - Zapytałam jeszcze lekko zaspana.
W odpowiedzi zeskoczyła z łóżka, złapała miskę i przyniosła mi ją. Wzięłam do ręki podarunek i napełniłam ją, kiedy podeszłam do szafki. Odstawiłam zwierzęcy posiłek, a sama wskoczyłam w szlafrok i kapcie. Podreptałam do kuchni, aby zrobić sobie herbatę. Złapałam pierwszą lepszą torebkę, wrzuciłam do kubka i zalałam wrzątkiem. Z napojem wróciłam do pokoju. Tora zjadła już swoje śniadanie i czekała na mnie gotowa do wyjścia. Złapałam tylko szybko papierosy i zapalniczkę.
- Idziemy. - Rzuciłam otwierając drzwi. Długo nie musiałam czekać. Akita pchała się jak zawsze. Jednak po schodach grzecznie trzymała się blisko mnie.
Kiedy już poczuła wolność wystrzeliła niczym z procy. Uśmiechnęłam się do siebie i ruszyłam za nią. Zatrzymałam się na jednej z ławek prowadzących do bramy wjazdowej. Odpaliłam papierosa. Zaciągałam się i na przemian popijałam herbatkę.
- Ranny ptaszek z Ciebie. - Zza pleców dobiegł mnie znajomy głos.
Thomas?
- Nudzi Ci się? - Thomas zapytał i złapał w tym samym czasie za kolano.
- Trochę wyżej i już podchodziłoby to pod molestowanie. - Zaśmiałam się i zrobiłam to samo co on. Jednak po chwili zabrałam rękę.
- Zawstydziłaś się?
- Niestety nie zgadłeś. Twoje kolano nie jest tak podniecające, jak płatki. - Nowy znajomy chwilę jeszcze mnie potrzymał, po czym zajął się jedzeniem.
Oboje skończyliśmy mniej więcej w tym samym czasie. Odstawiłam do pustej zmywarki naczynie, chłopak zrobił to samo.
- Spadamy? - Zapytał.
- Chyba tak.
Skierowaliśmy swoje kroki w stronę pokoi. Thomas mieszkał piętro niżej więc można powiedzieć, że to ja go odprowadziłam.
- To chyba koniec na dziś. - Odpowiedziałam po dłuższej chwili ciszy.
- Na to wygląda. Dobranoc.
- Dobranoc golasie. - Nie mogłam sobie po prostu pozwolić, aby tego nie powiedzieć. Zaśmiałam się i ruszyłam w swoim kierunku.
***
Sobota. Jakie piękne słowo, a do tego, jeśli jeszcze obok stoi słowo wolna to już powinno uchodzić za ósmy cud świata. Otworzyłam leniwie oczy i ospale się przeciągnęłam. W nogach na pościeli leżała Tora. Suczka, czując, że już nie śpię zaczęła merdać ogonem. Podniosłam swoje ciało do pozycji siedzącej i podrapałam moje maleństwo.
- Głodna? - Zapytałam jeszcze lekko zaspana.
W odpowiedzi zeskoczyła z łóżka, złapała miskę i przyniosła mi ją. Wzięłam do ręki podarunek i napełniłam ją, kiedy podeszłam do szafki. Odstawiłam zwierzęcy posiłek, a sama wskoczyłam w szlafrok i kapcie. Podreptałam do kuchni, aby zrobić sobie herbatę. Złapałam pierwszą lepszą torebkę, wrzuciłam do kubka i zalałam wrzątkiem. Z napojem wróciłam do pokoju. Tora zjadła już swoje śniadanie i czekała na mnie gotowa do wyjścia. Złapałam tylko szybko papierosy i zapalniczkę.
- Idziemy. - Rzuciłam otwierając drzwi. Długo nie musiałam czekać. Akita pchała się jak zawsze. Jednak po schodach grzecznie trzymała się blisko mnie.
Kiedy już poczuła wolność wystrzeliła niczym z procy. Uśmiechnęłam się do siebie i ruszyłam za nią. Zatrzymałam się na jednej z ławek prowadzących do bramy wjazdowej. Odpaliłam papierosa. Zaciągałam się i na przemian popijałam herbatkę.
- Ranny ptaszek z Ciebie. - Zza pleców dobiegł mnie znajomy głos.
Thomas?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
