11.06.2018

Od Hache Do Alex

Po skończonym treningu z Alvaro udałem się na myjkę aby spokojnie rozsiodłać ogiera. Jego oczy mówiły tylko jedno "nienawidzę Cię głupi człowieku, po co te skoki ja chce biegać" Westchnąłem tylko i odłożyłem siodło na bok po czym złapałem za węża i odkręciłem zimną wodę. Ogier niespokojnie przestąpił z nogi na nogę i parsknął.
- Zimna woda, nie lubisz wiem, ale trzeba ...
Po chwili skierowałem strumień na szyję, grzbiet, boki oraz nieco zmniejszając ciśnienie na pysk.
Gdy spłynął z niego cały pot zakręciłem wodę i zaprowadziłem do boksu. starannie wytarłem go słomą po czym napełniłem sianem jego siatkę.
- Smacznego - mruknąłem.
Zebrałem sprzęt walający się w koło myjki i zaniosłem do siodlarni. Zdjąłem czaprak i rzuciłem na stertę innych brudnych, nadających się do prania. Wyczyściłem ochraniacze z błota oraz wypastowałem siodło i ogłowie. Wszystko odłożyłem na miejsce i wyszedłem z siodlarni. Nagle zobaczyłem sporego psa idącego w moją stronę. Zwierze spojrzało na mnie po czym dalej węszyło po stajni. Sięgnąłem do kieszeni po paczkę papierosów i wyszedłem przed stajnię. Ławka na której miałem zwyczaj oddawać się przyjemności z zaciąganego dymu była zajęta. Siedziała na niej czarnowłosa dziewczyna. Wyjąłem zapalniczkę i usiłowałem podpalić papierosa.
- Zajebiście jak miło ... - mruknąłem gdyż akurat musiał skończyć się w niej gaz.
- Chcesz ? - Nieznajoma wyjęła zapalniczkę i wyciągnęła rękę w moją stronę.
- Jasne, życie mi ratujesz - uśmiechnąłem się biorąc "skarb" z jej ręki i podpalając szluga po czym oddałem jej ogień.
Dziewczyna sięgnęła ponownie do kieszeni i wyjęła swojego papierosa po czym zapaliła.
- Jak miło, myślałem, że tylko ja tutaj palę. - powiedziałem bardziej sam do siebie.
Wyrzuciłem peta do kosza po czym udałem się do swojego pokoju. Przebrałem się w nieco wygodniejsze ciuchy i poszedłem po swój motor. Udałem się na przejażdżkę po okolicy która trwała około godzinny. Takie bezsensowne marnowanie paliwa jakby to ujął mój brat. Będąc przy akademii zobaczyłem dziewczynę wsiadającą na motor zdumiony zatrzymałem się i chwilę przyglądałem się jej zaciekawiony.
 Nic dziwnego nie jest to codzienny widok. Kobieta odpaliła swoją bestie i ruszyła mijając mnie. Odruchowo obejrzałem się za nią. Sprawiała wrażenie ogarniającej się w tym temacie. Zsiadłem z motocykla i zaparkowałem go po czym udałem się na obiad. Spotkałem się z Liliane której nieco podokuczałem po czym poszedłem chwilę poszperać przy swojej maszynie. Nie wiem ile czasu minęło, a tajemnicza motocyklistka wróciła z wycieczki. zaciekawiony spojrzałem na nią a gdy zdjęła kask ujrzałem te samą palaczkę co rano. Oderwałem się na chwilę od swojej pracy i podszedłem do niej.
- Czyż bym znalazł tutaj bratnią duszę - uśmiechnąłem się łobuzersko.
- To zależy co masz na myśli ?
- Jestem w szoku, pierwszy raz od dawna spotykam dziewczynę lubiącą motocykle.
- Zdarza się.
- Jetem Hache Casas Sierra po prostu Hache.
- Alex
- Mogę się przyjrzeć tej bestii ? - zaśmiałem się.
- Jasne, mogę ? - spojrzała na mój motocykl.
-Tak
 Biało czerwone Enduro wyglądało spoko. Przyjrzałem się mu, na chwilę się zamieniliśmy robiąc rundkę na placu przy akademii.
Po chwili znowu staliśmy przy swoich maszynach.
- Papieros ? - spytałem wyciągając paczkę.
- Nie pogardzę - uśmiechnęła się.
Nie wiem czemu, ale wydawało mi się, że jest to fajna dziewczyna i mógłbym ją lepiej poznać.
- Alex ... co powiesz na wypad wieczorem do miasta ?
- Tylko nie mów, że ....
- Na piwo, nie zapraszam dziewczyn na randki po kilku wymienionych zdaniach.

Alex ??

Od Thomas'a Cd. Alex

|...| Na propozycję nocnego podjadania od razu przystałem. W brzuchu burczało mi tak, jakby był stan wojenny i po brukowych ulicach jeździły czołgi. Wchodząc do kuchni zauważyłem dziewczynę z incydentu w pokoju. Zamieniliśmy parę zdań, przedstawiliśmy się, bo jakby nie patrzeć to wcześniej nie było jakoś okazji. Pochyliła się do lodówki i zapytała
- To, co robisz dobrego?
Nie powiem, troszeczkę mnie to zszokowało - Co ja robię? - zapytałem unosząc jedną brew. Wydawało mi się, że raczej nie będzie chciała spędzić ze mną czasu, tylko złapie pierwsze lepsze i pójdzie do pokoju, jednak nie...
- No ja Cię zaprosiłam to nie licz na to, że jeszcze Ci coś ugotuję. - oznajmiła
- Zaproszenie mnie tutaj było podstępem aby mnie wykorzystać? - spytałem, dość retorycznie
- Dobra to podzielimy się obowiązkami. Może być? - zaproponowała
Bez zbytniego namysłu się zgodziłem.
- To co? Jajecznica? - zapytałem ze sztucznym uśmieszkiem
- W sumie... - przerwała na chwilę w zamyśleniu - może być - stwierdziła po czym zaczęła szukać w lodówce jajek
- Pusto. - powiedziała
Rozejrzałem się po szafkach, ale tam też nic nie było. Jednak znalazłem coś co mnie urzekło. Ta... Płatki śniadaniowe. W sumie czemu nie...
- Masz tam mleko? - zapytałem wyciągając płatki z szafki i lekko nimi potrząsając
- No bez jaj! - zaśmiała się dziewczyna
- No bez jaj. Będą z mlekiem. - powiedziałem dość rozbawiony jak na mnie
Alex wyciągnęła mleko z lodówki, ja w tym czasie naszykowałem dwie miseczki. Zacząłem sypać płatki
- No ile!! - zastopowała mnie dziewczyna
- Czego?! To moje - wyrwałem jej miskę z ręki śmiejąc się i dosypując jeszcze trochę płatków
- No wiesz?! Dziaduu!! - zarumieniła się delikatnie i skrzyżowała ręce na piersi
- O jeny weź się nie dąsaj tobie też nasypię. - jak powiedziałem, tak zrobiłem
Alex zalała płatki mlekiem - jemy na zimno czy grzejemy w mikrofalówce? -spytała
- Ja tam jem na zimno. -odpowiedziałem siadając na stole
- Tu się je. - dziewczyna wskazała na stół siadając na krześle
- No a co ja robię? - mruknąłem po czym wziąłem 'kęsa' płatków
- W sumie, jebać. - stwierdziła dziewczyna i usiadła koło mnie na blacie, zaczęła majtać nogami
- Nudzi ci się? - zapytałem łapiąc ją za kolano

< Alex ? Taki odruch. Co ty masz delyrium? XDD >

Od Alex Cd. Thomas'a

Na pierwszy rzut oka chłopak wyglądał mi na jednego z tych zbuntowanych bogatych dziedziców. Jednak coś w nim mi nie pasowało. Coś w środku mówiło mi, że jest inaczej. Postanowiłam sobie, że jutro przyjrzę się mu lepiej. Nie miałam ochoty jednak na jakieś dłuższe rozmowy. Zabrałam swój tyłek oraz psa i zniknęłyśmy z jego oczu.
Wróciłam do pokoju. Wzięłam gorącą kąpiel, w której mogłam się odprężyć. Trochę jednak się zasiedziałam. Wyszłam dopiero wtedy jak zakręcili ciepłą wodę. Wkurzona wyszłam i owinęłam ciało ręcznikiem. Taka prestiżowa szkoła, a żałują. Osuszyłam ciało i przebrałam się w piżamę. Nakarmiłam moją kochaną kupę futra. Nie miałam jeszcze ochoty na spanie więc przeglądałam internet. Koło północy zaczął doskwierać mi głód oraz lekkie zmęczenie. Przeszukałam wszystkie szafki i jak na złość nie mogłam znaleźć nic treściwego. Stałam na środku pokoju. Myślałam co zrobić. Iść spać czy może szukać pożywienia? Burczenie dało mi do zrozumienia co jest ważniejsze. Założyłam na siebie szlafrok i puchate kapcie. Zajebisty prezent mamusia mi sprawiła. Przewróciłam oczami i wyszłam. Skierowałam się do kuchni. Po drodze zorientowałam się, że nie mam telefonu. Nie miałam zamiaru siedzieć po cichu. Wróciłam się po schodach na górę. Wchodząc do pokoju przecierałam oczy ze zmęczenia. Byłam święcie przekonana, że jestem na dobrym piętrze i właśnie stoję w drzwiach mojego pokoju. Światło było zgaszone co mnie trochę zbiło z tropu. Wymacałam włącznik.
Widok jaki zastałam po otwarciu go zszokował mnie. Wbiłam oczy w prawie nagiego chłopaka. Czułam się jakby właśnie ktoś oblał mnie wiadrem zimnej wody.
- Mogę Ci w czymś pomóc? - Spytał chłopak. Trzymał kurczowo ręcznik wokół bioder, aby mu nie spadł. To ten sam którego spotkała dzisiaj na schodach.
- O kurwa... - Mruknęłam. Wychyliłam się, aby spojrzeć na numer pokoju. Tak trafiłam nie na to piętro co powinnam. Uśmiechnęłam się tylko.
- Co Cię tak cieszy?
- Sytuacja. Przepraszam za najście.
Już miałam wychodzić, kiedy w ostatniej chwili cofnęłam się i znowu otworzyłam drzwi na oścież. Oparłam się o framugę, spojrzałam na umięśniony tors nieznajomego. Ciało miał pokryte tatuażami.
- Coś jeszcze byś chciała?
- W sumie tak. Idę do kuchni, idziesz ze mną coś zjeść?
- Jest już dawno po godzinie policyjnej?
- I? - Skrzyżowałam ręce na piersi i spojrzałam pytająco.
- I to, że możemy mieć kłopoty.
- Jestem głodna, jutro jest sobota i nie zamierzam siedzieć do rana i czekać aż umrę z głodu. Ja idę, jeśli też jesteś głodny to chodź. - Posłałam mu delikatny uśmiech i zniknęłam za drzwiami. Nie czekałam na odpowiedź.
Wróciłam szybko do pokoju, złapałam telefon ze słuchawkami i poszłam do kuchni. Włączyłam jakąś pierwszą lepszą piosenkę. Zaczęłam grzebać po szafkach jednak nie znalazłam nic co by mnie zainteresowało. Docierając do lodówki kątem oka zobaczyłam ubranego tym razem chłopaka. Wyjęłam słuchawki z uszu.
- Nie boisz się, że nas złapią? - Zaczęłam się z nim drażnić.
- Jebać.
- Jak się nazywasz tak w ogóle? Nie będę mówiła do Ciebie cały czas "Ej Ty blondyn".
- Jestem Thomas.
- Alex.
Wróciłam do lodówki.
- To, co robisz dobrego? - Zapytałam wpatrując się w zawartość.
- Co ja robię? - Nie widziałam go, ale usłyszałam szok w jego głosie.
- No ja Cię zaprosiłam to nie licz na to, że jeszcze Ci coś ugotuję.
- Zaproszenie mnie tutaj było podstępem aby mnie wykorzystać?
- Dobra to podzielimy się obowiązkami. Może być?

Thomas? (To co mi zaproponujesz? xD)

Od Thomas'a Cd. Alex

Bardzo małymi kroczkami oswajam się już z tym miejscem. Wszystko jak dotąd jest dla mnie nowe. Do tej pory wszystko musiałem sobie wywalczyć, choćby nawet miejsce do spania. W poprawczaku się nie przelewało. Kurator wydzwania do dyrektorki, pyta o mnie... Jakby go to co najmniej interesowało. Dni mijają mi dość wolno. W głównej mierze przesiaduję w pokoju, raczej nie śpieszno mi na spotkania z ludźmi z mojego rocznika, czy choćby z jakimikolwiek innymi. Irytują mnie. Wszyscy są zadufani w sobie. Porażka! Same księżniczki (tak, o płci męskiej też mówię xD).

Wyjrzałem za okno. Robiło się już ciemno... Stwierdziłem, że wyjdę na dwór "się dotlenić". Złapałem paczkę papierosów i zapalniczkę, które leżały na szafce nocnej obok łóżka, szybkim ruchem włożyłem je do kieszeni. Założyłem buty i wziąłem ze sobą czarną, skórzaną kurtkę. Wyszedłem z pokoju, kurtkę ubrałem na siebie w holu, przed wyjściem na dwór. Otworzyłem drzwi i spostrzegłem palącą dziewczynę, która tylko rzuciła na mnie okiem. Miałem przejść obok, ale zauważyłem psa niedaleko niej. Nie lubię zwierząt, a one nie lubią mnie. Wolałem jakoś delikatnie zagadać, żeby po prostu go wzięła, nie wiem... choćby przywołała do siebie. Pies nie wyglądał ani trochę groźnie, ale kto wie. Nie chciałbym go skrzywdzić przy tej dziewczynie w razie jego błędnego ruchu. Stwierdziłem, że nie będę tak stał tylko jej to powiem, pierwsze co nasunęło mi się do głowy, żeby jakoś rozpocząć tą rozmowę było:
- Co to za bydle? -zapytałem
dziewczyna bez chwili namysłu od razu odpowiedziała
- A co Ty psa nie widziałeś w życiu, że z bydłem go mylisz? - uśmiechnęła się patrząc mi w oczy
- Myślałem, że one nie mają tu wstępu... Wiesz taki prestiż, a pies może narobić szkód. - powiedziałem ze sztucznym uśmiechem
- A jednak. - odparła dziewczyna, widać było że nie spodobało jej się do czego zmierza ta rozmowa - Wiesz, nie będziemy Ci przeszkadzać. - wyrzuciła kiepa za balustradę - Chodź Tora! - zawołała psa, przy czym poklepała ręką w udo
Pies jak w zegarku. Zareagował na jej wołanie i już po chwili zniknęli w drzwiach. Nie spodziewałem się, że pójdzie to tak łatwo. Poszedłem się przejść. Wyciągnąłem z kieszeni papierosy oraz zapalniczkę i odpaliłem szluga. Coraz bardziej się ściemniało, a ja nadal szedłem, ani trochę nie chciało mi się wracać. Przysiadłem w lesie na liściach, pod dość sporym drzewem i oparłem się o jego pień. Odpaliłem kolejnego papierosa i zacząłem przeglądać telefon. Zbliżała się "godzina policyjna" więc stwierdziłem, że wypadałoby wracać. Niechętnym krokiem ruszyłem w stronę akademika. Będąc już w środku, od razu poszedłem do swojego pokoju, zdjąłem kurtkę i buty. Kolacja była już dawno temu, więc nawet przez myśl mi nie przeszło by pójść na stołówkę. Stwierdziłem, że wezmę sobie szybki prysznic i pójdę spać bo i tak nie ma tu nic innego do roboty. Wszedłem do łazienki, ręcznik położyłem na zamkniętej klapie od kibla, zdjąłem z siebie brudne ubrania i wszedłem pod prysznic. Nie mogłem ustawić idealnej temperatury wody, wystarczył lekki ruch przełącznika i już woda parzyła, albo była zimna jak lód. Chuj tam.. Wykąpałem się w lodowatej wodzie. Wytarłem włosy, wyglądałem jak zużyty mop. Oczywiście musiałem zapomnieć do łazienki bielizny i czystych ubrań. Zawiązałem ręcznik w pasie. W tym samym momencie, w którym wyszedłem z łazienki, otworzyły się drzwi do mojego pokoju, a w nich ujrzałem już znajomą mi twarz dziewczyny, ze schodów. Miała na sobie szlafrok i puchate łapcie, przeciągała się ziewając, nawet mnie nie zauważyła. Ręką po omacku znalazła światło i je zapaliła. W tym momencie w końcu mnie dostrzegła.
- Mogę Ci w czymś pomóc? - spytałem trzymając ręcznik, bo mało brakowało i by mi się odwiązał

< Alex? Nocne podjadanie? Hahah >

11.05.2018

Od Alex do Thomas'a

Od dobrych trzydziestu minut wbijałam wzrok w zagłówek fotela przede mną. Co chwilę jednak spoglądałam na ekran telefonu sprawdzając godzinę. Muszę przyznać, że denerwowałam się trochę. Myślałam tylko o Hannibalu i Torze. Suczka siedziała teraz w klatce, całkiem sama. A o ogierze nie chciałam już nawet myśleć. Ten miał znacznie gorzej. Do samolotu nie chcieli go załadować.
Zacznijmy może jednak od tego, skąd się tutaj wzięłam. Moja historia zaczęła się ponad dwadzieścia lat temu. Kiedy to moi rodzice podczas swojego miłosnego i pijackiego zarazem uniesienia mnie spłodzili. Skąd to wiem? Ano matka raz mi się pochwaliła. Wróćmy jednak to tematu. Była to dla nich dość niespodziewana wiadomość, ponieważ mnie nie planowali. Taka Kinder niespodzianka. Na moje szczęście nawet nie mieli w planach mnie usunąć. Ojciec był wniebowzięty. Od zawsze chciał mieć dużo dzieci. Matka natomiast już mniej się cieszyła, powodem jak zawsze była praca. Przyszłam na świat w Paryżu. Byłam wtedy normalnym niemowlakiem. Ryczałam, żarłam, spałam i srałam w pieluchy. Później jak już zaczęłam poruszać się i mówić wszyscy zaczęli dostrzegać, że uczę się szybciej i rozumiem więcej niż dzieci w moim wieku. Nadal byłam dzieckiem i nie rozumiałam tego, co się dzieje. Matka zorientowała się, że nie jestem przeciętna. Zaczęła zabierać ze sobą całą rodzinę na przyjęcia. Miało to na celu pokazanie się ze strony kochającej i najlepszej matki, jaka kiedykolwiek stąpała po ziemi. Kupowała mi najlepsze i najpiękniejsze ubranka, jakie były tylko dostępne w sklepach. Czesała mnie i stroiła nawet jak wychodziliśmy na spacer. Nie mogłam się pobrudzić, pobawić z dziećmi na placu zabaw, bo przecież mogłam zniszczyć swój przepiękny wizerunek. Już wtedy zaczęłam odczuwać niechęć Vanessy. Nienawidziła mnie z całego serca. To ona była wcześniej oczkiem w głowie rodziny teraz została zepchnięta na drugi plan. Co innego myślał o mnie Oscar. Ten chłopak kochał i nadal kocha mnie do szaleństwa. Po pięciu latach błogiego życia w ogromnym mieście spakowaliśmy manatki i przeprowadziliśmy się do Nowego Jorku. Powodem była lepsza praca mojej matki. Tam rodzice posłali mnie do zerówki. Uczyć dużo się nie musiałam. Praktycznie wcale tego nie robiłam. Po roku poszłam już do szkoły podstawowej, oczywiście matka musiała uprzeć się na tą prywatną i najlepszą. Byłam o rok młodsza od wszystkich. Zresztą u nas było to rodzinne. Większość osób w mojej klasie patrzyła na mnie i traktowało jak wroga. Miałam to w du... nosie. Znalazłam sobie małą grupkę przyjaciół i dość szybko się przystosowałam. Nauka szła mi bez problemu. Jednak już wtedy mój czas wolny i okres beztroskiego dzieciństwa się skończył. Tańce, malowanie, śpiewanie, gra na pianinie, pływanie jazda konna i jeszcze na cholerny basen mnie zapisali. Moja męka trwała dwa lata. W końcu tupnęłam nogą. Pamiętam ten dzień jak dziś. Wróciłam ze szkoły z rozczochranymi włosami, rozdartymi rajstopami i cała umazana w czekoladzie. Tak właśnie zaczęłam swój młodzieńczy bunt. Postawiłam się mamie jednak ta siłą mnie ogarnęła do porządku i zawiozła na zajęcia dodatkowe. Zaczęłam pyskować, stawiać się i nawet obrażać każdego trenera. Matka zrezygnowała szybciej niż mnie tam zaciągnęła. Nie chciała, abym przyniosła im większy wstyd. Tak koniec końców zostałam przy jeździectwie. Wtedy ubłagałam ojca, aby zapisał mnie na sztuki walki. Nie mógł się nie zgodzić, przecież jestem jego małą księżniczką. Takim sposobem znalazłam się na treningach z kick boksingu. Pokochałam te sporty bardziej niż naukę. Lata mijały a ja byłam coraz bardziej zbuntowana. Matka odsunęła mnie na dalszy plan na rzecz siostry, bo przestałam być jej pokazową zabawką. Przez ten czas doszło kilka nowych zainteresowań. W wieku czternastu lat wygrałam zawody w ujeżdżaniu. Niestety były to pierwsze i ostatnie na tym koniu. Klacz zaszła w swoją pierwszą ciążę. Niestety podczas porodu były komplikacje i zmarła. W jej boksie znalazłam tylko nowo narodzonego źrebaka. Zajęłam się nim. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Szybko dogadałam się z właścicielami i odkupiłam wierzchowca. Z pomocą trenerów wyszkoliłam go. Jeśli chodzi o Torę to nie było żadnego wspaniałej historii łapiącej za serca. Nie znalazłam jej na ulicy, nie wyrwałam jej ze szponów pseudohodowcy i nie wzięłam jej ze schroniska. Kupił i podarował mi ją brat na siedemnaste urodziny. Wtedy już chodziłam na wyższą uczelnię. Z jednej strony uchodziłam za kujona pod względem ocen, ale z drugiej zaczęły się ucieczki z zajęć, alkohol, imprezy i papierosy. Ukończyłam szkołę jednak bez problemu. Praktycznie od razu po otrzymaniu świadectwa złożyłam dokumenty do Impossible Horse Academy. Dostałam się. Spakowałam wszystkie swoje i pupili duperele i zabukowałam lot. To by było na tyle.
Otworzyłam szerzej oczy. Spojrzałam znowu na wyświetlacz. Zostało pół godziny lotu. Włączyłam sobie pierwszą lepszą grę i czas minął mi znacznie szybciej. Oczywiście jak zawsze odprawa musiała się przeciągnąć. W końcu mogłam wsiąść do wypchanego po brzegi moimi gratami busa. Obok mnie siedziała wymęczona Tora. Pierwszy raz przebyła tak długą podróż. Po kilkunastu minutach znaleźliśmy się na parkingu przed dwoma ogromnymi budynkami. No muszę przyznać, że zrobili to z niezłą pompą. Wyskoczyłam z pojazdu z moim czworonożnym towarzyszem. Szybko wybrałam pierwszy lepszy budynek i pewnie siebie wkroczyłam do środka. Jak się okazało był to mój akademik. Udałam się do drugiego. Tam przemiła kobieta skierowała mnie do gabinetu właścicieli. Uświadomiła mnie, że z psami nie można tam wchodzić. Cóż wydałam rozkaz suczce, aby położyła się grzecznie przy kontuarze. Załatwiłam z właścicielką co miałam i obie wyszłyśmy, aby załatwić formalności jeszcze przy wcześniej zapoznanej kobiecie. Nikt nie spodziewał się, że przyjadę tak wcześnie. Elena nie spodziewała się tam żadnych zwierząt. Chyba nie pokazałyśmy się z tej dobrej strony.
Dzięki pomocy uprzejmego Pana kierowcy udało nam się sprawnie wtargać moje rzeczy. Po zakończeniu noszenia podziękowałam i zapłaciłam. Wciągnęłam na tyłek czarne spodnie dresowe i jakąś pierwszą lepszą bokserkę oraz bluzę. Wyszłam z pokoju w towarzystwie psa. Obie udałyśmy się w stronę stajni. Na szczęście tym razem trafiłam dobrze. Szłam wzdłuż boksów, w których stały piękne konie. Ta stajnia zupełnie różniła się od naszej poprzedniej. Tutaj było wszystko na najwyższym poziomie. Robiło wrażenie. Trochę pobłądziłam nim znalazłam siodlarnię. Będę musiała podziękować stajennym za rozłożenie sprzętu i oporządzenie konia. Dotarłam do mojego maleństwa. Ogier radośnie rzucał łbem i zarżał. Pogłaskałam zwierzaka i weszłam do środka. Hannibal był dość podekscytowany. Chwilę zajęło mi nałożenie mu kantara i podpięcie uwiązu. Kiedy tylko wyprowadziłam wierzchowca na zewnątrz od razu wiedział, o co chodzi. Widziałam jak się napina z ekscytacji. Nie mógł się doczekać, kiedy wyjdzie na świeże powietrze. Wszystko musiało go interesować. Ciągnął mnie w każdą możliwą stronę. Naszarpałam się, ale doprowadziłam go do małego padoku. Posiedziałam z nim chwilę, po czym wróciłam do akademika.
Wieczorem udałam się na kolację. Odebrałam swoją porcję jedzenia, zajęłam jedno z wolnych miejsc. Czułam na sobie spojrzenia wszystkich osób znajdujących się na stołówce. Standardowo, byłam nowa więc nie mogłam spodziewać się innego zachowania. Skończyłam posiłek i wróciłam do pokoju. Zabrałam psa i wyszłam na podwórko. Tam panował już półmrok. Usiadłam na schodkach. Wyciągnęłam paczkę papierosów, wzięłam jednego i odpaliłam go. Oparłam się balustradę i zaciągnęłam. Tora wbiegała wokół z jakimś kijkiem. Dzisiejszy dzień był długi. Pocieszała mnie tylko myśl, że jutro będzie sobota. Do tego przyjedzie moje auto i motocykl. Rozmarzyłam się o przejażdżce jednośladem. Marzenia przerwał mi głos otwierających się drzwi. Z czystej ciekawości odwróciłam delikatnie głowę, aby zobaczyć kto nadchodzi. W wejściu pojawił się nieznajomy mi chłopak. Jego fryzura mówiła jakby przed chwilą wstał z łóżka. Wyższy ode mnie. Jakoś nie przejęłam się nim bardziej. Jeszcze nie zrobiłam nic, aby miał coś do mnie. Odwróciłam głowę i zajęłam się dalszą obserwacją czworonoga.
- Co to za bydle? - Mruknął. Odwróciłam się, aby zobaczyć czy mówi. Tak jak się domyśliłam, mówił o Torze.
- A co Ty psa nie widziałeś w życiu, że z bydłem go mylisz? - Uśmiechnęłam się patrząc mu w oczy. 

Thomas?

11.04.2018

Strach jest wytworem wyobraźni. To kara, cena, jaką płaci się za wyobraźnię.


Wizerunek: "Jane Doe" (Mianem Jane Doe określa się kobietę o nieznanej tożsamości. Określenie to występuje w USA.)
Imię i nazwisko: Alex Monroe
Wiek: 20 lat
Płeć: Kobieta.
Ranga: Intermédiair.
Grupa: I
Imię konia: Hannibal 
Pokój: nr 22
Charakter: Wyrobić sobie zdanie na czyjś temat wcale nie jest takie trudno. Wystarczy tylko kilka sekund obserwacji i opinie masz podaną, prawie że na tacy. A co jeśli taka osoba jest sprytniejsza niż Ci się wydaje i chce, abyś odbierał ją w dany sposób? Wtedy czeka Cię niemiłe rozczarowanie. Przykładem takiej osoby jest nasza Alex. Na pierwszy rzut oka piękna i zgrabna dziewczyna, która nie nadaje się do jazdy konnej. Masz tu trochę racji. Niestety nie grzeszy ona siłą taką jak mężczyźni. Nadrabia to w zupełności swoją inteligencją. Swoim IQ przewyższa znaczną większość osób w jej wieku. Mózg tej młodej kobiety jest niczym komputer. Zapamięta wszystko, co zobaczy i usłyszy. Myśli niezwykle szybko. W sekundę oceni sytuację oraz znajdzie z niej najkorzystniejsze dla siebie wyjście. Jest wtedy niczym kot spadający wiecznie na cztery łapy. Sama mówi, że jej umysł jest jej bronią przed światem. Alex to sprytna i przebiegła babka. Potrafi obserwować i wyciągać wnioski. Czy zawsze korzystne to już kwestia sporna. Już po tych kilku zdaniach możesz sobie wyobrazić, że to chodząca encyklopedia, która nie potrafi się zabawić. Otóż jesteś w błędzie. Mimo wszystko czasami zdarzają jej się głupie i szalone pomysły. Które nie zawsze są odpowiedzialne i przemyślane. Zdecydowanie nie jest też sztywną dziewczyną z przysłowiowym kijem w dupie. Nauczyła się bardzo szybko przystosowywać do danej sytuacji. W jednej chwili może zachowywać się niczym dama na wystawnym przyjęciu u samej królowej, a za chwilę może siedzieć z Tobą w obskurnym barze z piwem w ręku. To zawdzięcza swoim rodzicom, którzy wpoili jej, aby nie zamykała się tylko na jeden "świat". Zna wartość pieniądza oraz czym jest ciężka praca. Dziewczyna nie boi się ubrudzić czy nawet o zgrozo (dla niektórych kobiet) złamać sobie paznokieć. Otwarta na nowe znajomości oraz różne życiowe doświadczenia. Chętnie poznaje świat. Na ogół to spokojna i miła dziewczyna. Tylko czasami niestety da się ponieść emocjom. Jest zwykłym człowiekiem i zdarza jej się mieć gorszy dzień. Potrafi rzucić mięsem czy odpowiedzieć w taki sposób, że odechce Ci się jakiegokolwiek dalszego kontaktu z nią. Nie da się w 100% przewidzieć jej zachowania ani tego, co chodzi po tej szalonej głowie. Odwagi zdecydowanie jej nie brakuje. Choć może być to czasami dla niej zgubne. Widząc, że ktoś próbuje wcisnąć jej kit zwróci uwagę. Nie patrzy na to, czy jest to dyrektor jakiegoś banku, czy zwykły "Kowalski". Szczera do bólu. Czasami nawet za bardzo. Alex nie przygląda się biernie licząc na to, że problem sam się rozwiąże. Jeśli coś leży jej na sercu od razu wyrzuci to z siebie. Brnie uparcie niczym osioł do wybranych przez siebie celów. Zawsze osiągnie to, czego chce. Nie ważne, jak i kiedy. Manipulacja nie jest jej obca. Mimo tego nie wykorzystuje tego. Sama też nie da się w nic wrobić. Do tej pory żaden facet nie zwrócił jej jeszcze w głowie na tyle, aby stała mu się posłuszna. Zawsze robiła i robi to, co chce i jak chce, oczywiście w granicach rozsądku. Wie doskonale, że podoba się wielu mężczyznom. Każdy Alvaro chcący ją zaliczyć może odpuścić sobie na starcie. Nie jest łatwowierna. Teksty „Bolało jak spadłaś z nieba?" czy inne typu "Pożyczysz mi telefon? Mój się rozładował, a obiecałem, że zadzwonię do mamy, jak się zakocham." prędzej wywołają u niej salwę śmiechu niż najmniejszy zachwyt. Lubi flirtować, ale wszystko ma swoje granice. Zna swoją wartość i nie pozwoli się obrażać nikomu. Nie musi jej udowadniać na każdym kroku. Możesz być spokojny do rękoczynów dochodzi u niej w ostateczności. Wrogom woli odpowiedzieć tak, aby zabolało. W końcu powiedzenie, że "słowa ranią bardziej niż czyny" nie wzięło się znikąd. Najczęściej podczas kłótni nie podniesie głosu. Zacznie mówić spokojnym i opanowanym tonem. Zdaje sobie sprawę jak to irytuje ludzi. Jesteś w błędzie myśląc, że jest kolejną cichą szarą myszką. Ta dziewczyna potrafi być wredną suką. Nie boi się konfrontacji. Alex jest kobietą o dość silnej psychice. Nie tak łatwo jej złamać. Jest bardzo dobrą powierniczką sekretów. Wszelkie tajemnice zabierze ze sobą do grobu. Niewygodne tematy zgrabnie ominie lub zwyczajnie przemilczy. Uważa, że życie jest za krótkie, aby żałować tego, co było kiedyś. Rozdrapywanie starych ran nie pomoże Ci w niczym. Wręcz przeciwnie możesz dzięki temu nabawić się jakiegoś tężca czy innej gangreny. Zdobycie jej zaufania oraz szacunku to też nie jest taka prosta sprawa. Musisz pokazać, że jesteś godny, aby Cię nimi obdarzyła.
Aparycja: Każdy jest piękny na swój sposób, tak samo, jak Alex. Zacznijmy może od tego, że dziewczyna ma dość ciemniejszą karnację od większości osób. W zupełności jej to nie przeszkadza. Uważa, że dzięki temu jest wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju. Czubek jej głowy zdobią gęste, czarne włosy. Ładna buzia bez najmniejszych blizn czy innych skaz. Oczy ciemnobrązowe. Patrząc w nie możesz zobaczyć swego rodzaju błysk. Niektórzy mówią, że ma tak zwane ku***ki w oczach. W sumie jest w tym ziarenko prawdy. Matka natura obdarowała ją pełnymi ustami. Nie ulepszała sobie ich w żaden sposób. Zniewalający uśmiech. Równe i śnieżnobiałe zęby nie są darem natury. To wieloletnia praca ortodontów i dentystów. Przejdźmy jednak nieco niżej, a dokładniej do tułowia. Skoro jesteś już tak bardzo zaciekawiony to wiedz, że ma czym oddychać. Zdecydowanie to duża miseczka C. Tym razem jest to zasługa genów. Z jednej strony cieszy się z ich posiadania, choć trochę kręci też nosem. Nie podoba jej się, kiedy podczas poważnej rozmowy jakiś bezczelny zboczeniec wpatruje się jej w dekolt. Jednak z drugiej strony jak każda kobieta lubi przyciągać uwagę, wystroić się i pokazać, że nie jest babochłopem. Wyraźne wcięcie w talii i płaski brzuszek są jej powodami do dumy. Tak samo, jak długie nogi, które nie są chude ani grube. Takie w sam raz. W końcu nikt nie ma ochoty oglądać jakiś zasuszonych patyków czy innych baleronów. Wysportowaną sylwetkę ciała zyskała dzięki godzinnym ćwiczeniom na siłowni. Poza tym z taką sylwetką nikt się nigdy nie urodził i nie umarł. Kto tak twierdzi musi kłamać. Alex ma na czym siedzieć. Chodź do tyłka Kim Kardashian jej daleko. Ciało jej ozdobione jest trzema tatuażami. Pierwszym był chiński znaczek na prawej stronie podbrzusza, zrobiła go w wieku szesnastu lat. Tak zwany błąd młodości. Drugim jest tatuaż na prawym przedramieniu, przedstawia kreskówkową dziewczynę z laleczką. Ostatnim i trzecim zrobionym zaledwie rok temu jest pająk na wewnętrznej stronie lewego przedramienia. 
Tak na podsumowanie. Mierzy sto sześćdziesiąt siedem centymetrów, waży pięćdziesiąt pięć kilogramów. Ma kobiecą sylwetkę i każdy facet obejrzy się za nią na ulicy czy barze. Potrafi wykorzystać swoje ciało i często wykorzystuje swoje walory fizyczne. Siły użyje w ostateczności, jej największą bronią jest mózg. Jest znacznie słabsza od znacznej większości mężczyzn. Wygimnastykowana, niezwykle zwinna i szybka. Nie ma określonego stylu ubierania się. Czuje się tak samo dobrze w sukni balowej, jak i luźnych dresach. Zresztą i tak wygląda seksownie.
Historia: Opowiadanie.
Rodzina: 
Matka: Alice Levis-Monroe- Pani adwokat pełną gębą. Jej wygląd oraz sposób zachowania wzbudza w ludziach respekt. Posiada ona niezwykłą inteligencję, spryt i odwagę. Mimo tego, że ma trójkę dzieci nie zachowuje się jak typowa matka. Dzieci nie wzbudziły w niej instynktu macierzyńskiego. Zachowuje się w stosunku do nich jak starsza koleżanka. Najbardziej upodobała sobie najstarszą córkę. Resztę potomstwa kocha ale widać, że są bardziej na drugim miejscu. To za jej sprawą cała rodzina trafiła pięć lat temu do Nowego Jorku. Jej klientami są tylko elitarne kręgi, reszty zwyczajnie nie stać na jej usługi. Znakomita w tym co robi. Obroniłaby nawet samego Hitlera, oczywiście jakby dobrze jej zapłacił. Z Arthur'em ma dość skomplikowane kontakty.
Ojciec: Arthur Monroe- Właściciel hotelu dla "wyższych sfer". Mimo tak ważnego stanowiska ma dość sporo czasu dla rodziny. Dlaczego? Ano dlatego, że ma ludzi od tego aby zajmowali się poszczególnymi zadaniami on tylko ich kontroluje. Kocha dzieci nad życie. W domu jest typowym rodzicem. Teksty typu "Nie rób tego.", "Nie możesz tamtego.", "Masz szlaban." nie są mu obce. Od samego początku Alex była jego małą księżniczką. Traktował ją wyjątkowo i pozwalał na więcej niż reszcie rodzeństwa. Kochany, stanowczy i wspaniały człowiek. Ma skomplikowane kontakty z Alice. Raz się rozstają później znowu się schodzą, później znowu rozstają.
Starsza siostra: Vanessa Monroe- adwokat, starsza o osiem lat od Alex. Zapatrzona w siebie egoistka. Nie szanuje swojego ojca ani rodzeństwa. Uważa się za lepszą od nich. Z matką ma bardzo dobry kontakt. 
Starszy brat: Oscar Monroe - starszy od Alex o pięć lat. Pracuje jako onkolog w jednym ze szpitali w Londynie. Alex nazywa go robotem. Nie ma w nim ani grama spontaniczności. Każdy jego ruch czy słowo jest przemyślane. On nie popełnia błędów. Ma wiecznie zamyśloną twarz i smutne oczy. Wygląda jak zombie. Nie opowiada nigdy o swojej pracy. Siostry domyślają się, że powodem takiego zachowania jest praca. W końcu każdego dnia mówi ludziom, że są śmiertelnie chorzy. Kiedyś był inny. Pełen życia, szalony i niezwykle lekkomyślny.
Orientacja seksualna: Heteroseksualna.
Partner/ka: Człowiek jest istotą która potrzebuje bliskości drugiej osoby. Alex nie jest wyjątkiem i nadal szuka odpowiedniego faceta.
Inne: 
~Jak wiadomo Alex kocha konie. Jednak poza Hannibalem ma swoją drugą miłość, Tora. Tora to trzyletnia suczka Akity Amerykańskiej. Nie została ona znaleziona na ulicy czy też w schronisku. Została najzwyczajniej w świecie kupiona w hodowli. Suczka jest bardzo cicha i opanowana. Jest cholerną oazą spokoju. Nie przeszkadzają jej dzieci, konie ani koty. Ma delikatny problem z małymi psami które swoim szczekaniem i rzucaniem się próbują nadrobić wielkość. Tora jest dużym psem i często zapomina o swoich rozmiarach pchając się tam gdzie nie ma dla niej wystarczająco dużo miejsca. Inteligentna, odważna i leniwa. Jej potrzeba naprawdę małej dawki ruchu aby opadła z sił. Rzucisz jej patyk to spojrzy na Ciebie jak na idiotę i będziesz musiał sam sobie go przynieść. Zna podstawowe komendy na które reaguje. Do obcych podchodzi z dystansem. Musi z kimś trochę posiedzieć aby upewnić się, że nie zrobi jej krzywdy. Często ma ich w głębokim poważaniu kiedy trzymają się na pewną odległość. Za Alex oddałaby życie. Czasem bywa zazdrosna o swoją właścicielkę. Potrafi zająć się sobą i nie dewastuje pomieszczeń. Największym problemem Tory jest niechęć do dzielenia się zabawkami, ulubionym miejscem i miską. Jeśli upatrzy sobie jakiś fotel nie odda go po dobroci. Suczka mimo tego, że jest szkolona musi znać swoje miejsce bo inaczej zacznie włazić na głowę. Przy niej trzeba być stanowczym. Zaniepokojona zacznie warczeć, nie ugryzie bez ostrzeżenia. 
~Do szkoły jak reszta jej rodzeństwa poszła o rok wcześniej. 
~Od ósmego roku życia ćwiczy kick boksing. Miała przerwę na cztery lata, jednak ostatnio wróciła do tego sportu. Poza tym uprawia parkour i gimnastykę, traktuje je jak zwykłą zabawę aby zapchać sobie jakoś te nudne dni wolne.
~Nie śpiewa najgorzej ale najlepiej też nie. 
~Jest wzrokowcem i słuchowcem.
~Uwielbia tańczyć. Często można ją spotkać na dyskotekach czy w barach. Lubi sobie od czasu do czasu wypić.
~Jak na palacza wypala dziennie dość mało papierosów. Paczka potrafi starczyć jej na dwa lub trzy dni. Oczywiście kiedy jej nie zdenerwuje lub nie pije.
~Ma prawo jazdy na samochód i motocykl. 
~Kiedyś startowała w zawodach enduro, jednak teraz jeździ dla przyjemności.
~Pochodzi z dość bogatej rodziny. Nie jest jednak tak zwanym bananowym dzieckiem. Zachowuje się jak przeciętni ludzie i chcę aby tak ją traktowano.
~Alex od jakiś sześciu lat zaczęła intensywnie interesować się pierwszą pomocą i anatomią człowieka. Przez ten czas zrobiła już trochę kursów.
~Jej ulubionymi przedmiotami w szkole zawsze była matematyka, chemia i fizyka. Oczywiście, aby się nie nudziła musiały być na poziomie rozszerzonym.
~Zakochana w horrorach. Lubi oglądać filmy i czytać książki. Nie pogardzi też dobrym dziełem z gatunku psychologii. Nienawidzi romantycznych komedii.
~Kiedyś razem z ojcem często jeździła na polowania. Umie strzelać i ma do tego talent. Jest dianą. (Dla tych którzy nie wiedzą. Diany to kobiety polujące, bo jakby to brzmiało chce zostać "myśliwą"?)
~Jej rysunki to jakaś porażka. Pięcioletnie dziecko ładniej namaluje jakiś obrazek niż ona.
~Za specjalnie nie lubi gotować. Za dobre spaghetti jest gotowa zabić. Czekolada czy inne słodycze nie robią na niej specjalnego wrażenia.
~Przynajmniej raz w tygodniu chodzi na siłownię. Biega tylko jak ma ochotę. 
~Czasami potrafi być naprawdę leniwa. Wtedy tylko obietnicą dobrego serialu jesteś wstanie ją do czegoś przekonać.
Właściciel: Arioch_ (howrse)

Imię: Hannibal
Rasa: Koń Trakeński
Wiek: 5 lat
Płeć: Ogier
Charakter: Na początku musisz wiedzieć o nim dwie rzeczy. Po pierwsze jego imię nie ma z charakterem nic wspólnego. Alex wybrała je na cześć bohatera serii książek Thomasa Harrisa. Po drugie jest to tylko zwierzę. A jak wiadomo ich zachowania nie da się przewidzieć i być pewnym w 100%. Dziewczyna przebywając z nim nauczyła się już odczytywać najdrobniejsze sygnały. Nieznajomi mu nie przeszkadzają w niczym. Wręcz przeciwnie, każdą obcą istotą jest zaciekawiony. Na początku wydaje się niezwykle przyjacielski. Pozory są bardzo mylące. Niby po przyjacielsku zaczyna podchodzić i obwąchiwać Cię, aby później zacząć sprawdzać na ile może sobie pozwolić. Często w mało subtelny sposób. Po tym wybiera sobie osoby, które będą mogły się do niego zbliżyć. Trzeba być przy nim stanowczą osobą, ale należy uważać, aby nie przesadzić. Przy zbyt ostrym traktowaniu zaczyna okazywać agresję. Ogier jest bardzo silny i dość spory. Więc naprawdę musisz uważać, aby nie popełnić błędu, który kosztować Cię może zdrowie. Niekiedy zachowuje się jak mały źrebak. Pcha się tam, gdzie nie powinien, skacze, wierzga i biega jakby oszalał. Uwielbia biegać i skakać. Bardzo związany ze swoją właścicielką. Hannibal jest zazdrosnym koniem. Innym wierzchowcom i większości mężczyzn pozwala zbliżać się do niej tylko na pewną odległość. Jeśli oceni, że coś zagraża lub jesteś za blisko dziewczyny będzie jej bronił. Zdecydowanie nie jest płochliwy, nie boli się szumiących drzew czy nawet dźwięku motocykla. Chętnie i bardzo szybko się uczy. Uwielbia startować w zawodach. Idealny partner dla jeźdźca wiedzącego czego chce od konia. Reaguje szybko i poprawnie na każdy bodziec. Długie czyszczenia go nudzą, stara się wtedy rozładować swoją energię w przeróżny sposób. Nienawidzi weterynarzy i kowali. Alex i stajenni muszą go pilnować, aby nie uszkodził za mocno tych pracowników. Bardzo lubi uciekać, traktuje to jako zabawę. Czy jest coś ciekawszego od ganiania się? Ma swoje gorsze i lepsze dni. Podczas tych pierwszych wszyscy poza jego właścicielką muszą schodzić mu z drogi. Potrafi być naprawdę wredny. Jednak jest to nadal ukochane maleństwo swojej pańci. Podczas tych drugich jest gotowy zrobić dla każdego, kogo choćby w najmniejszym stopniu toleruje wszystko. Piekielnie wytrzymały. Tego ogiera chyba nie da się zmęczyć tak, aby nie dał rady wstać.
Dyscyplina: WKKW, biegi przełajowe i ujeżdżanie nie są mu obce. Rzadziej zajmują się z Alex skokami, które są dla nich nudne. W pierwszych trzech czuje się jak ryba w wodzie. 
Należy do: Alex Monroe

11.02.2018

Od Rekera cd. Irmy

- Prędzej tobie - warknąłem zsiadając z skarogniadego ogiera, który zniżył szybko swoją głowę zaczynając głośno rżeć. Wykrzywiając na to swoje usta, ściągnąłem z jego szyi brązowawe wodze, które z ogromnym trudem walczyły o to, aby nie zlać się całkowicie z umaszczeniem zmęczonego holsztyna - Beznadzieja jakaś, a nie koń - mruknąłem oddając dziewczynie jej własność - Niewygodny, szybko się męczy, a skacze jak jakaś krowa - dodałem na sam koniec, a następnie przyśpieszając tępo swoich kroków, wyminąłem ją lekkim slalomem, aby móc udać się do swojego akademickiego lokum. I tak miałem już zniszczony cały dzień więc nawet zaczepki właścicielka tej marnej szkółki nie były w stanie mnie zatrzymać. Jak chce wpisać mi uwagę to proszę bardzo! Mój zakichany ojciec i tak się tym nie przejmie, bo ma swoje idealne życie, w którym już nigdy nie pojawię się ja. Lukas pewnie jest szczęśliwy, że mnie nie ma - pomyślałem dobijająco wbiegając po kolejnych stopniach zakręconych schodów. Kiedy dotarłem na męskie piętro, bez wahania przedarłem się do pierwszego pomieszczenia od lewej, które zostało zamknięte przeze mnie kluczem od środka. Nie chciałem, aby ktokolwiek mi teraz przeszkadzał... Musiałem się po protu wyciszyć i nie zmusić do strzelenia sobie w łeb. Byłem już na etapie wyłączania telefonu, lecz w tym samym momencie przyszedł do mnie SMS o dość znaczącej treści, a mianowicie objawił mi, że moja głupia matka znowu się zaciążyła i będę miał cholernego, małego brata, który przejmie teraz uwagę całego rodu Blackfreyów. Czyli tak to sobie zaplanowałeś? Wywozisz mnie na jakieś zadupie, robisz sobie nowego dzieciaka i o mnie przypominasz sobie tylko za potrzebą? Wielkie dzięki - kłębiące się w mojej głowie myśli nie dawały mi nawet chwili czasu na odpoczynek. Nie mając zamiaru mu odpisywać, postanowiłem zrobić wcześniej zamierzaną czynność, a następnie schować jeden z najdroższych na świecie gadżetów elektronicznych do szuflady swojej szafki nocnej, na której cały czas leżało opakowanie fioletowej czekolady. Mając nadzieję, iż uspokoi ona moje nerwy, odwinąłem plastikowy papierek, co umożliwiło mi ułamanie pierwszego rządu, błagającej o pochłonięcie słodyczy, który raz po raz zaczął znikać w moich ustach. Nim się obejrzałem, w moim żołądku pływała już niemal cała zawartość tego dobrodziejstwa. Sądząc, iż na dzisiaj mi wystarczy, ułożyłem się na lewym boku, a następnie ostrym zamachem nadgarstka, zakryłem całe swoje ciało kolorową kołdrą. Nie mam już na to sił - westchnąłem na koniec pozwalając swojemu organizmowi w końcu zasnąć, na co jak idzie się domyślić długo czekać nie musiałem. Przynajmniej choć tutaj na kilka minut mogłem poczuć się bezpiecznie. Oczywiście mój świat zawsze mógł zostać strawiony przez najczarniejsze koszmary, ale tego obawiałem się akurat w swojej sytuacji najmniej.
⤱⤱⤱⤱⤱
Następnego dnia obudziłem się dopiero o godzinie ósmej trzydzieści. Byłem już grubo spóźniony na trening ujeżdżenia prowadzony przez pana Marcusa Dewidelio, lecz jakoś nie wywołało to u mnie poczucia winy. Wygrzebując się niechętnie z wygodnego posłania, udałem się do łazienki, gdzie po szybkim ogarnięciu stanu swojej twarzy, włosów, czy też zębów, mogłem zabrać się za wybieranie swojego stroju do jazdy na dzisiejszy dzień. Nie mając nadal dobrego humoru, postanowiłem ubrać to co znalazło się na samym wierzchu pułki, a mianowicie białe bryczesy z pełny, silikonowym lejem oraz kontrastującą do nich granatową bluzkę, której i tak zresztą nie będzie widać. Nie zapominając też o lekko przybrudzonych sztybletach, narzuciłem na siebie przylegającą do ciała kurtkę, a następnie bez żadnego posiłku udałem się do stajni, gdzie czekał na mnie pełen energii Blackie.
- Dzisiaj zajmiemy się tobą - szepnąłem, żeby nie zbudzić ledwie stojącego na nogach, śpiącego Evila. Z tego co widziałem to ogier był już wyczyszczony, ale i tak zmusiłem się do lekkiej korekty czynów jednego ze stajennych. Martwiąc się również o stan jego kopyt, wziąłem do ręki czarną kopystkę, za pomocą której pozbyłem się całego brudu znajdującego się na jego podeszwie. Idąc spacerkiem do siodlarni, zacząłem się zastanawiać nad zestawem jaki dzisiaj będzie pasował do tego rozbrykanego holsztyna. Będąc już u celu, na sam początek wziąłem do rąk brązowe, profilowane siodło wraz z ochraniaczami, popręgiem i ogłowiem, a dopiero później zacząłem przypatrywać się czaprakom i nausznikom, których kolory wyglądały jak ponura tęcza. Nie chcąc spędzać w tym miejscu zbyt dużo czasu, zdecydowałem się na czarne kolory obszyte złotą lamówką, która teoretycznie miała rozpogadzać ten zbyt ciemny dla oka widok. Cały proces siodłania nie zabrał mi zbyt wiele czasu. Nawet mój głupi jełop nie stawiał się przy podciąganiu popręgu tylko stał nieruchomo, poddając się zabiegowi zwanemu "przygotowaniem do jazdy". Kiedy wybiła godzina dziewiąta trzydzieści, postanowiłem przypałętać się na samą końcówkę pierwszej godziny treningowej, gdzie wszyscy oprócz mnie ćwiczyli właśnie wykonywanie podstawowych figur na ujeżdżalni. Od razu w moje oko wpadła twarz uśmiechniętego Jay'a, dla którego takie rzeczy były niemal chlebem powszednim. Piękny hanower bez żadnego trudu "płynął" w powietrzu dobrze unosząc swoje nogi. Był stworzony do trudniejszych kombinacji, ale te też były mu jakby obojętne. Przypatrując się przez dwie minuty ich poczynaniom, w pewnym momencie zobaczyłem jak mój przyjaciel rozmawia radośnie z tą całą Irmą. Czyżby się zaprzyjaźnili? Znaleźli ze sobą wspólny język? Ciekawe... Dziewczyna również wyglądała na bardzo zainteresowaną przeprowadzanym dialogiem, dlatego nie miałem zamiaru się do nich zbliżać.
- No proszę nasza śpiąca królewna w końcu wstała - po pomieszczeniu rozlał się nagle głos ulizanego trenera, który jak zawsze nie był zadowolony z tego, że moja osoba miała czelność pojawiać się w jego rewirze - Myślałem, że już całkowicie odpuściłeś sobie szkołę.
- A co to pana niby obchodzi? - mruknąłem patrząc na niego obojętnym wzrokiem - I tak nie wyciągnę stąd żadnych korzyści więc mnie to nie obchodzi... Możecie wzywać sobie mojego ojca ile razy tylko chcecie chociaż wątpię czy odbierze telefon... Mam gdzieś za kogo mnie pan uważa i jaki powinienem dla pana być - warknąłem na koniec naciskając na ostatnie słowo, po czym bez żadnego ostrzeżenia, zawróciłem wierzchowca udając się szybkim tempem na tor crossowy, który jak nigdy o tej porze świecił pustkami. Druga grupa treningowa miała dzisiaj jakiś ważny wyjazd do głównego miasta, więc tylko nam przyszło tutaj siedzieć i nic nie robić - Jeszcze stąd ucieknę i mnie nikt nie zobaczy... Zobaczysz... Znajdziesz innego, dużo lepszego właściciela - podrapałem ogiera między oczami, aby się nieco uspokoić - Nie mogę ukazywać emocji innym. Musimy być twardzi.

Irma? :3
Jak tam? xd Przyjaźnisz się z Jay'em? xd Będą zawody klasowe? xd Ma zły humor i jest nieco podłamany przez Matta :/