12.04.2018

Odejście!

Z przykrością żegnamy kolejną postać, jaką jest Mary! Pamiętaj, że zawsze możesz do nas wrócić!

Od Irmy cd. Rekera

Siedząc na klaczy i słuchając tego co mówi mężczyzna o innych akademiach, mój stres podwyższał się coraz to bardziej. Czyli jednak przegraliśmy? Ktoś pojechał szybciej? Boże czytaj że szybciej facet! myślałam nerwowo, coraz to bardziej ściskając wodze w swoich rękach. Carisma zaczęła nieco się denerwować i się kręcić, więc zaraz pogłaskałam ją lekko po szyi by się uspokoiła. Całe szczęście to pomogło i klacz stanęła znowu spokojnie. Słysząc że mężczyzna czytający wyniki doszedł do tych trzech najważniejszych miejsc bardziej wyczuliłam swój słuch tak jak reszta kolegów z drużyny. Nagle słysząc nazwę naszej akademii na pierwszym miejscu nie mogłam po prostu w to wszystko uwierzyć! Jednak jeszcze większy szok mnie spotkal na wieść że byłam tą najszybszą i bez żadnego punktu karnego! Byłam w takim szoku że myślałam że zaraz spadnę z siodła.... Dopiero po chwili usłyszałam jak Reker mi pogratulował co było bardzo miłe z jego strony.
- Dzięki Reker - odparłam z uśmiechem a następue został naszej drużynie wręczony złoty puchar, przy czym wspólnie zapozowaliśmy do zdjęcia, a po chwili zostały nam założone na szyję złote medale, a koniom zostały przyczepione do ogłowi zielone złote rozety. Cieszyłam się że wygraliśmy lecz od dłuższego czasu zauważyłam że przyglądał mi się jakoś ciemny typ... Miał blond włosy krótkie, był wysoki i był nie ogolody gdyż miał lekki zarost. Nie podobało mi się jego spojrzenie które na mnie zawiesił było chłodne oraz miałam wrażenie że chce mnie nim jakby prześwietlić na wylot.
Nie czułam się zbyt bezpiecznie ale na szczęście uważne spojrzenie, które było ostrzegające wbił w niego pan Pol który zaraz mnie zasłonił. Nasz wychowawca zawsze był czujny z tego co zauważyłam i poczułam wielką ulgę że mnie zasłonił. Mężczyzna się wycofał jakby nigdy nic i gdzieś poszedł, a my po chwili zaczęliśmy się zbierać. Dopiero w stajni poczułam jak drżą mi nogi! Miałam je jak z waty więc musiałam usiąść by aby czasem nie upaść. Kim był ten mężczyzna? Czemu mi się tak przyglądał? Bałam się że będzie chciał mi zrobić jakąś krzywdę, dlatego wolałam się trzymać z resztą grupy by być bardziej bezpieczną. Gdy nieco odsapnęłam zajęłam się dwoma końmi po czym je zapakowałam do przyczepy gdzie przy okazji pomogłam Rekerowi wnieść cały sprzęt gdyż widziałam że jest jakoś dziwnie osłabiony co mnie bardzo zmartwiło.
- Świetnie Ci poszło kochanie! - usłyszałam nagle więc się odwróciłam i ujrzałam swoją uśmiechniętą opiekunkę od ucha do ucha, która zaraz mocno mnie przytuliła - Pojechałaś wspaniale! Ale muszę przyznać że do uderzenie w przeszkodę napedziła nam wszytkim stracha - dodała puszczajac mnie i poprawiajac mi włosy, które nieco spadły mi na twarz.
- Dziękuję - powiedziałam zadowolona bardzo i szczęśliwa. Takie słowa zawsze podnosiły mnie na duchu i dodawały mi energii, nie mówiąc już o tym że dla mnie takie pochwały były niezmiernie ważne na mój zazwyczaj duży brak pewności siebie.
- Musimy już jechać na lotnisko by mieć jutro siły do pracy... Uważaj na siebie dobrze? - spytala patrząc na mnie uważnie.
- Spokojnie nic mi sie przecież tutaj nie stanie - odparłam z lekkim uśmiechem.
- Mam nadzieje... Jedziecie też od razu na lotnisko? - spytała poprawiając rękawiczki na rękach w kolorze szarym.
- Jeszcze nie... Jedziemy jeszcze do szpitala, do Jay'a - powiedziałam patrząc na nią i dostrzeglam jak uśmiech zniknął z jej twarzy.
- To był straszny wypadek - stwierdzila z lekkim westchnięciem na co skinęlam lekko głową i nagle otworzyła swoją torebkę, a po chwili ujrzałam jak otwoera swój portwel w kolorze bordo.
- Co robisz? - spytałam zdziwiona bardzo kiedy wręczyła mi nieco pieniędzy do ręki.
- Weź te pieniądze... Skoro jedziecie do szpitala, to wypadało by kupić Jay'owi jakieś kwiay czy coś takiego. Możecie też wywołać zdjęcie drużynowe które teraz zrobiliście na zawodach i dać to do jakiejś ładnej ramki i mu zostawić też jakiś list z podpisem całej waszej grypy... To na pewno go podniesie na duchu by szybciej zdrowieć i nie dołować się tym że was wszystkich zawiódł - Wyjaśniła spokojnie - Podniesienie na duchu bardzo mu się zatem przyda zwłaszcza gdy jest w szpitalu taki kawał drogi od domu - dodała.
- Jest pani genialna! - powiedzialam nagle uradowana -  Na pewno się ucieszy dziękuję za pomysł - dodałam na co się uśmiechnęla na chwilę znowu.
- Jestem pewna że coś fajnego dla niego zrobicie - powiedziała czochrając mnie po włosach - Jadę już pa pa - mówiąc to ostatni raz mnie przytuliła, po czym wsiadła do samochodu.
Ja natomias dokończylam pakowanie się po czym przekazałam wszystko reszcie co można by było zrobić dla Jay'a na co się wspólnie wszyscy zgodzili z czego się bardzo ucieszyłam. Gdy wsiedliśmy tylko do naszego wynajętego busa od razu pojechaliśmy w stronę wielkiego sklepu w mieście gdzie szybko zakupiliśmy potrzebne nam rzeczy lecz szukaliśmy jeszcze jakiejś kwiaciarni więc mieliśmy swego rodzaju misję poszukiwawczą. Rozdzieliliśmy się na grupy gdzie ja szłam z Rekerem i rozglądaliśmy się po całej galerii.
- Zaczekaj może spytam którejś z ekspedientek z tamteko sklepu gdzie tu jest jakaś kwiaciarnia - odezwał się nagle zniecierpliwiony już tym łażeniem w kółko chłopak.
- Dobrze ja tu poczekam - odparłam spokojnie na co skinął lekko głową i poszedł zaczerpnąć informacji która miała nam pomóc. Ja w tym czasie spojrzałam do swojego portfela by sobie przypomnieć i sprawdzić ile mam jeszcze przy sobie funduszy by zakupić jakieś ładnie przystrojone kwiaty, kiedy nagle ktoś mnie popchnął mocno czy też uderzył z ranienia i pobiegł szybko dalej, a mnie wypadł portfel na podłogę gdzie rozsypało mi się parę drobnych pieniędzy.
- Patrz jak biegniesz pajacu! - krzyknęłam do tego idioty po czym kucnęłam i wzięłam do rąk niewielki czerwony portfenik, a gdy zaczęłam zbierać rozsypane drobne, nagle zobaczyłam czyjes czarne i wypastowane buty. Zaskoczona tym powoli podniosłam głowę i ku mojemu przerażeniu to był ten mężczyzna z zawodów!
- Pomóc? - sptytał patrząc na mnie tymi swoimi czarnymi jak smoła oczami.
- N-nie.... dziekuje - powiedziałam szybko zabierając pieniądze i się podnosząc - Przepraszam ale muszę już iść - cofając się i szybko weszłam do sklepu gdzie przebywał Reker i rozmawiał obecie z jakąś ekspedientką która mu tłumaczyła na jakiej ulicy jest jeszcze czynna jakaś dobra kwiaciarnia.

< Reker? ;3 to gdzie jest ta kwiaciarnia? xdd Eric ją straszy i się go boi xdd >

12.03.2018

Odejście!

Ze smutkiem żegnamy Hache. Powodem jest brak pomysłu na postać i tworzenie nowej.

12.02.2018

Od Rekera cd. Irmy


Po swoim nieudanym przejeździe, zaprowadziłem Residenta od razu do stajni, aby przyjrzeć się jego nogą, które pomimo ochraniaczy mogły zostać uszkodzone. Na moje szczęście koń nie utykał, a dotykanie go w różnych częściach jego nadpęcia nie sprawiło mu żadnego bólu. Wzdychając na to głośno, oparłem swoją głowę o zwierzęcą łopatkę myśląc o tym jak bardzo dzisiaj zrąbałem. Strąciłem drągi, pozwoliłem przyjacielowi na to, żeby prawie się zabił, zawiodłem swoją drużynę... Podsumowując wszystko poszło nie tak, jakbym sobie życzył. Zapewne myślałbym tak przez dwie godziny, gdyby nie postać Irmy, która jak zwykle zakłóciła mój spokój. Dzięki Bogu nie przebywała blisko mnie za długo, więc nie musiałem się z nią zbytnio użerać. Wycierając Evila z potu, poczułem jak moje nogi zaczynają w nieoczekiwanie się pode mną uginać. Klnąc na to w myślach, po raz ostatni przejechałem szmatką po szlachetnej szyi gnidosza, a następnie pozwoliłem sobie na opadnięcie na plastikowe krzesło. Brało mnie na wymioty... Palce nerwowo przebierały po plastikowym podłokietniku wywołując u mnie jeszcze większe poddenerwowanie.  Znowu się zaczyna - pomyślałem żałośnie, starając się usunąć twarz Michaela ze swojej podświadomości. Nie chciałem, aby wszyscy ponownie brali mnie za jakiegoś wariata przez moje ataki agresji. Miałem już sięgać po butelkę lodowatej wody, która stała dość blisko mnie, ale postać niebieskookiej na nowo zachwiała moją rzeczywistość.
- Mamy być zaraz na parkurze na rozdanie nagród - poinformowała mnie - Pomóc Ci później przy koniu Jay'a? Po skończonych zawodach chcemy pojechać do szpitala i zobaczyć jak się ma Jay... Będziesz chciał jechać? - spytałam, co pogorszyło jeszcze bardziej moje samopoczucie. Kręcąc na to wszystko głową, wbiłem swoje paznokcie w tworzywo sztuczne, które pod mocnym naciskiem lekko zaskrzeczało.
- Nigdzie nie jadę - warknąłem, podnosząc swoją głowę, aby spojrzeć jej w oczy - Nawet do niego... I tak nie będzie chciał mnie widzieć... Popsułem wszystko... To nie ma sensu - złapałem się za pulsującą czaszkę, która nie chciała dać mi czasu na pozbieranie się z tego bagna - Koniem też się zajmę... Nie róbcie ze mnie sieroty... - dorzuciłem na koniec, zrywając się z sztucznego stołka, które niemal wywróciło się przez mój, dość ostry ruch.
- Nie wściekaj się tak. Nikt ci nic nie zrobił... Odetchnij i pojaw się na parkurze, aby pan Pol się nie gniewał, bo nie mam zamiaru odbywać przez ciebie kary. Jeśli chodzi o Jay'a to na pewno by się ucieszył gdyby jego najlepszy przyjaciel pojawił się w szpitalu, ale twój wybór - westchnęła, wracając do swojej klaczki, z którą po kilku minutach powędrowała we wcześniej wskazane mi miejsce. Przewracając na to oczami, podciągnąłem ciut mocniej popręg swojego ogiera, a następnie zapinając na jego nogi na nowo czarne ochraniacze zacząłem go prowadzić w stronę placu, przed którym zatrzymał mnie mój zmartwiony ojciec.
- Bierzesz tabletki? - złapał mnie za ramiona, jakby bał się, że gdzieś mu ucieknę.
- Nie, są mi przecież niepotrzebne... Już dawno się wyleczyłem i nie chodzę do psychologa tato - odpowiedziałem, zatrzymując wierzchowca, który ze znudzeniem zaczął grzebać w miękkim błocie.
- Znowu masz napady agresji... Nie chce byś zrobił komuś krzywdę więc wracasz do terapii - mówiąc to wcisnął mi do ręki dwie, podłużne "fasolki", których kolor był porównywalny do zielonej, wiosennej trawy - Połknij i będzie po krzyku. Wyciszysz się w końcu - pogłaskał mnie po włosach, co nie ukrywam trochę mnie speszyło. Nie chcąc się z nim kłócić, połknąłem szybko tabletki, a po chwili spojrzałem mętnym wzrokiem w stronę reszty swojej drużyny - No idź, idź. Zobaczymy się po rozdaniu - rozczochrał moją czuprynę, a ja bez wahania ruszyłem do moich znajomych, którzy ze zniecierpliwieniem wyczekiwali wyników, które kończyły trzy dniowe zawody. Stojąc nieco na boku zbiegowiska, zacząłem wpatrywać się w swoje lekko przybrudzone buty. Leki jak zwykle działały bardzo szybko. Na początku wyciszały, potem kazały skupiać się na jednym punkcie, a na koniec całkowicie zmuszały do zachowania milczenia. Czułem się wtedy jak nic nie warta lalka, ale kiedy efekt otumanienia minął, mogłem cieszyć się dobrym humorem i radością życia.
Od kilku minut jeden z głównych jurorów odczytywał miejsca jakie zajęły poszczególne kluby, bądź akademie. Jak na razie nie było ani słowa o IHA, dlatego moje zaniepokojenie z czasem rosło coraz bardziej. Emocje sięgały niemal zenitu kiedy mężczyzna dojechał do miejsc znajdujących się na  podium! Wszyscy moi towarzysze z utęsknieniem wpatrywali się w białą kartkę jaką trzymał w swoich rękach aż do momentu kiedy padły następujące słowa.
- Pierwsze miejsce zajmuje akademia Impossible Horse Academy! Najszybszym zawodnikiem okazała się Irma Enderfind, której przejazd skończył się bez żadnego punktu karnego. Gratulujemy i prosimy o odebranie nagród! - oddał świstek swojej pomocniczce, aby móc się zająć czymś lepszym.
- Gratulacje - szepnąłem słabo w stronę dziewczyny, mając nadzieję, że będę miał szanse utrzymać się jakoś na koniu.

Irma? :3
Wygrali dzięki tobie xd

12.01.2018

Od Irmy cd. Rekera

Ciesząc się z przejazdu i po zajęciu się klaczą oglądałam następne przejazdy innych którzy chcieli też ryzykować by zdobyć jak najlepszy czas na czysto lecz ich starania w większości szły na marne. Kończyło się to wieloma zrzutkami, a niektóry z kolei woleli przejechać wolniej. Nie wierze w to że pojechałam jak jedyna najszybciej... Przecież ja nawet dobrze skakać nie umiem! Reker na pewno mnie pobije jak zawsze pomyślałam patrząc na końcówkę przejazdu Petra Tewleya, który przejechał z jedną zrzutką na pięknym gniadym ogierze rasy Hanowerskiej o imieniu Chadino. Był to ogier, który miał osiem lat i był po ojcu Safari d Auge oraz matce Talitha.
- Dziękujemy za przejazd Petra Tewleya na koniu Chadino - odezwał się komentator, na co widzowie odezwali się lekkimi brawami dziękując tym samym za przejazd który mogli obejrzeć - Czas 74.23, co daje 22 miejsce - dodał, a zawodnik wyjechał z parkuru. Po chwili pojawił się na parkurze inny zawodnik na karym ogierze o imieniu Turbo Expres. Dziwne imię ale cóż z hodowcami koni którzy nadają imiona lepiej się nie sprzeczać...
- Kiedy wystąpi Reker? - spytałam pani Hils która stała ze mną przy barierce.
- Powinien zaraz po tym zawodniku - poinformowała mnie na co skinęłam lekko głową.
- Martwię się że ze stresu może źle pojechać... Jest zżyty z Jay'em i jego wypadek mógł spowodować u niego brak chęci wygranej - powiedziałam swoje obawy.
- Obyś się myliła... - odezwała się po chwili ciszy po czym znowu zamilkła.
Zwycięstwo dało by naszej akademii fundusze na jej rozbudowanie, nie mówiąc o opłatach jakie akademia musiała ponosić. Reker ogarnij się tylko i daj z siebie wszystko... pomyślałam martwiąc się o jego stan. Chciałam z nim porozmawiać ale nie miałam na to czasu. Może bym go jakoś podniosła na duchu czy coś w tym stylu. Niby mogliśmy wygrać z jedną zrzutką bo tamta akademia miała dwie a reszta miała po więcej zrzutek ale i tak było wielkie ryzyko.
- A teraz na parkurze powitajmy Rekera Blackfreya... - mówił tam jeszcze imię konia ale ja nie słuchałam już tego, tylko trzymałam mocno kciuki za Rekera, który był nieco nieobecny przez co się zmartwiłam jeszcze bardziej. Pewnie gdyby mógł to by pojechał do Jay'a pomyślałam szybko, kiedy to chłopak dał sygnał że jest gotów do startu.
- Nie jest zbyt skupiony - usłyszałam nagle głos Willa który nagle pojawił się obok mnie.
- To prawda ale powinien dać sobie radę... Niezbyt się raczej lubicie - odparłam patrząc dalej na to jak Reker właśnie pokonał pierwszą przeszkodę czyli okser.
- Stare dzieje... - westchnął bardziej opierając się o białą barierkę.
- Macie jakieś osobiste porachunki? - spytałam widząc jak koń chłopaka pokonuje stacjonatę i zaczyna jechać na szereg podwójny złożonego z oksera i stacjonaty.
- Nie nazwałbym tego porachunkami... Raczej on ma do mnie urazę i się dąsa - odparł z jakby niechęcią lekką w swoim głosie, podczas gdy na okserze było można usłyszeć dość mocne puknięcie w drąg, a po chwili i na stacjonacie, gdzie drąg niebezpiecznie się zakołysał ale na szczęście nie spadł.
- Skoro na Ciebie mruczy to chyba coś mu tam zrobiłeś że to burzliwie zapamiętał... On raczej nie jest typem który z byle jakiego powodu się obraża od tak - mówiąc to delikatnie pstryknęłam palcami, a w tym czasie Reker pokonał szybko kolejny okser.
- Byliśmy wtedy młodzi i rywalizowałem z nim choć bylem w młodszej klasie niż on... Dokuczałem mu tam i dogryzałem bo zazdrościłem mu że jest niemalże we wszystkim najlepszy... Szczenięce myślenie ale cóż czasu nie cofnę, a i ja nie zagrzałem długo miejsca po niej - mówiąc to zmienił pozycję, przerzucając cały ciężar ciała na na lewą nogę, a prawą wysunął lekko do przodu.
- Rywalizacja jest zdrowa o ile jest uczciwa -odparłam jedynie na jego słowa na co skinął lekko głową, co dostrzegłam kątem oka.
Patrząc dalej na przejazd chłopaka zobaczyłam że znajdował się już blisko przeszkody numer jedenaście. Niestety nieco źle wykalkulował szansę swojego konia albo po prostu się zamyślił na chwilę gdyż jego ogier przy takiej prędkości i niezbyt właściwym kontrolowaniu po przez wodze, miał zbyt bliski odskok, przez co zderzył się z drągami i je po prostu skosił. Na widowni było można usłyszeć zawód widzów że chłopak stracił szansę czystego przejazdu. Patrząc na wielki ekran który ukazywał w przybliżeniu przejazd Rekera, ujrzałam cztery wielkie punkty karne, a po chwili znów spojrzałam szybko na parkur gdzie już bardziej kontrolując konia, chłopak przeskoczył ostatnią przeszkodę na czysto. Po chwili na trybunach rozległy się brawa, a ja w tym czasie szybko poszłam do stajni by sprawdzić jak się czuje chłopak. Po nim było jeszcze tylko dwóch zawodników więc jeszcze musieliśmy trzymać kciuki byśmy wygrali ale cóż zawody są nieprzewidywalne i zawsze coś może się nieoczekiwanego stać w tym złym jak i dobrym słowa znaczeniu.
Wchodząc do stajni od razu skierowałam swoje kroki do boksu chłopaka gdzie właśnie zajmował się swoim koniem i go oglądał czy aby nic sobie nie zrobił, gdy zderzył się z przeszkodą czyli w tym wypadku okserem.
- Nic mu się nie stało? - spytałam podchodząc do boksu. Spojrzał na mnie chwilę po czym znowu wrócił do sprawdzania przednich nóg konia.
- Nie - odparł krótko i dość ostro dając mi znak że nie chce ze mną rozmawiać.
- Nie bądź taki... Wszyscy jesteśmy przybici wypadkiem Jay'a - powiedziałam patrząc na jego poczynania.
- Nie mam ochoty gadać - burknął.
- Wiem o tym... - westchnęłam lekko - Chcę tylko wiedzieć czy aby na pewno wszystko w porządku... Nie złość się bo nikt nie mógł przewidzieć wypadku Jay'a nawet Ty - dodałam.
- Mylisz się - odparł krótko znowu.
- Reker nie możesz się obwiniać... - zaczęłam ale mi przerwał
- Będę bo mogłem coś zrobić - niemalże wrzasnął przez co koń niespokojnie zastrzygł uszami.
- Nie, nie mogłeś... Gdyby człowiek wiedział że złamie nogę to by usiadł i tak jest i w tym przypadku - powiedziałam widząc ja bierze ścierkę by wytrzeć nieco konia.
- Porównujesz wypadek Jay'a do jakiejś głupiej nogi? - prychnął zły.
- Wiesz o co mi chodzi... - westchnęłam - Dobra ochłoń najpierw - mówiąc to poszłam sobie dając mu czas. Przy okazji poszłam sprawdzić jak się ma Touch Down oraz Carisma, gdzie dopadł mnie pan Pol.
- I jak on się czuje? - spytał, a ja przez chwilę nie zrozumiałam.
- Mój koń? - spytałam.
- Niee.... Reker - nakierował mnie.
- Sama nie wiem... - przyznałam - Co chwilę burczy i jest zły ale to raczej normalne. na pewno się bardzo obwinia o jego stan - dodałam.
- Pewnie tak skoro są przyjaciółmi. Mamy pomysł by odwiedzić Jay'a w szpitalu więc może go to ucieszyć... Powiedz mu o tym później jak nieco ochłonie ale na razie się zbierajcie bo niedługi będzie wręczenie nagród więc za góra dziesięć minut chcę was widzieć na parkurze z końmi - mówiąc to szybko wyszedł, a ja stałam tak jeszcze przez chwilę w miejscu. Nawet nie zdążyłam się zapytać które miejsce zajęliśmy.... Powiedzieć mu to wszystko? Prędzej on mnie zje niż ja mu to wszystko powiem pomyślałam szykując klaczkę, po czym znowu poszłam do niego by go o wszystkim poinformować.
- Mamy być zaraz na parkurze na rozdanie nagród - poinformowałam go - Pomóc Ci później przy koniu Jay'a? Po skończonych zawodach chcemy pojechać do szpitala i zobaczyć jak się ma Jay... Będziesz chciał jechać? - spytałam patrząc na niego i czekając na jego reakcję.

< Reker? ;3 które miejsce zajęliśmy? Kto miał najlepszy czas? xdd I co zgodzisz się na obydwie rzeczy? xdd >

Jeździeckie Podsumowanie Miesiąca

Odkąd blog zaczął na nowo rozkwitać pojawiło się u nas dużo zmian! Nowy szablon, postacie, a przede wszystkim dużo nowych postów. Co miesiąc w ramach podsumowań miesiąca będzie pojawiał się specjalny post, który podliczy wszystkie nasze starania, jakie w danym czasie miały miejsce na blogi. Zapraszamy więc do krótkiej lektury, naszego katalogu :)

Nowe Postacie 
W październiku i listopadzie dołączyli do nas: Liliane Lambert, Hache Casas Sierra, Lucy Goldmayer, Thomas Spencer, Alex Monroe, Anastazja Price, Isabela de Vratislavia, Sofia Burbon, Honolulu Hillfiger, Stiles Stilinski, Mary Carney, Leonard Wiliam II Windsor, Florence Giana Brooks, Diego Neymar Alves De Almeida Goes, Stella Downey! Gorąco wszystkich witamy i zachęcamy do dużej aktywności!

Postacie, które odeszły
W listopadzie ze smutkiem pożegnaliśmy Liliane Lambert! Pamiętaj, że zawsze możesz do nas wrócić!
Liczba Postów
Od Października do listopada nasz blog zyskał aż 143 posty! To bardzo dobry wynik jak na dwa miesiące działalności. Cieszymy się, że macie siłę i chęci na pisanie opowiadań :)
 Wydarzenia
 Wydarzenie z zawodami WKKW nie przyniosło dużego sukcesu. Jedyną osobą jaka wzięła w nich udział była Liliane, która z racji odejścia nie może otrzymać swojej nagrody. Miałyśmy nadzieję, że chociaż kilka osób weźmie w nich udział, lecz najwidoczniej się myliliśmy. Była to już kolejna próba związana z tak zwanymi "Eventami". W tym momencie kierujemy pytanie do was! Czy chcecie, aby następne wydarzenia się pojawiały? Chcecie, żeby powstało wydarzenie świąteczne, czy całkowicie zrezygnować z organizowania eventów, które mogłyby wam zapewnić dodatkowe punkty? O odpowiedź prosimy na czacie :)

~To wszystko na dziś! Do zobaczenia za miesiąc :)

Od Thomas'a Cd. Honolulu

- Nic mi nie będzie. -burknąłem i zacząłem podnosić się z ławki
Dziewczyna popatrzyła na mnie błagalnym wzrokiem, ale ja nie miałem zamiaru jechać do szpitala. - Daj mi spokój, okej? -zapytałem
- Jak chcesz... -mruknęła dziewczyna po czym przygryzła policzek
Zacząłem kierować się do wyjścia. Poczułem nagły przypływ gorąca. Mój oddech stał się płytki... Zajebiście płytki. Nagle... Nic. Bum. Dziura w głowie. Kompletnie nie wiem co się stało. Złapałem oddech i z trudem podniosłem ociężałe powieki. Okropnie raziło mnie jakieś światło wprost nad moją twarzą. Nagle spostrzegłem, że leżę w łóżku. Nie byle jakim, szpitalnym. Zerwałem się do pozycji siedzącej. W tym momencie ktoś stanął koło mnie i złapał mnie jedną ręką za dłoń,a drugą położył mi na głowie.
- Spokojnie, jestem tu. -usłyszałem jak przez mgłę
Poczułem jej zapach.. Ten znajomy zapach.. Dziewczyna przytuliła mnie lekko.
- Co ja tu robię? -zapytałem z trudem przełykając ślinę
- Zemdlałeś. Nie mogłam Cię dobudzić. Nie wiedziałam co robić... -powiedziała a jej głos zadrżał
Zabrałem swoją rękę z uścisku Lulu i przetarłem twarz. - Zajebiście. -powiedziałem - nie powinnaś tutaj być. -mruknąłem
- Ale chcę. -powiedziała dziewczyna spokojnym tonem
Kazałem dziewczynie wyjść. Musiała powiedzieć lekarzom, że już się obudziłem, bo niedługo po jej wyjściu przyszedł mój kurator. Powiedział, że czeka mnie rozmowa z psychologiem. Miałem to gdzieś. Przyszedł psycholog. Pytania te same co zawsze... Musiał ocenić mój stan psychiczny, czy nie jestem zagrożeniem dla samego siebie i otoczenia. Chcieli mnie przetrzymać na obserwacji, ale jako że jestem już osobą pełnoletnią, to mogę prosić o wypis w trybie natychmiastowym. I tak też zrobiłem. Nie wiem gdzie była Lulu, nie wiem czy był tu ktoś jeszcze, ale ja nie chciałem tu być. Przebrałem się w moje rzeczy i poszedłem do recepcji.
- Twarda z Ciebie sztuka. -powiedziała pielęgniarka podając mi stertę papierków potrzebnych do wypisu
Załatwiłem papierkową robotę. Wyszedłem przed szpital i zadzwoniłem po taksówkę. Odpaliłem papierosa i zacząłem się zastanawiać, co z Honolulu, ale nie miałem zamiaru jej szukać. Przyjechała taksówka. Wyrzuciłem peta i wsiadłem do auta.
- Do Impossible Horse Academy -powiedziałem, a taksówkarz tylko przytaknął i ruszył
Jechaliśmy w milczeniu, nie miałem ochoty z nikim rozmawiać, a już tym bardziej wysłuchiwać historii kierowcy. Gdy dojechaliśmy, zauważyłem że nie mam przy sobie portfela. Poprosiłem, żeby kierowca chwileczkę poczekał. Mężczyzna zgodził się bez problemu, a ja poszedłem szybkim krokiem do pokoju po kasę. Wróciłem z pieniędzmi i zapłaciłem taksówkarzowi, dając mu nawet lekki napiwek, a ten zadowolony odjechał w dal. Wróciłem spokojnym krokiem do pokoju. Ledwie usiadłem na łóżku, a do moich drzwi ktoś zapukał. Nie miałem ochoty otwierać. Delikatnie osunąłem się kładąc na plecy, nogi trzymając na ziemi. Jednak ktoś zza drzwi nie miał zamiaru odpuścić i wszedł do mojego pokoju. -Co jest? -spytałem mając zamknięte oczy

< Lulu? XD >